Przejdź do zawartości

Wyprawa w Train Wreck Rapid na rzece Nenana

Z Ethenor
Wersja z dnia 18:22, 19 kwi 2026 autorstwa imported>Import (Odtworzenie treści z backupu)
(różn.) ← poprzednia wersja | przejdź do aktualnej wersji (różn.) | następna wersja → (różn.)

Wyprawa w Train Wreck Rapid na rzece Nenana - wydarzenie mające miejsce w dniu 1 lipca 2025 roku, w którym zginęli uczestnicy wyprawy kajakowej na najbardziej niebezpiecznym szlaku na świecie. Wśród nich był Fineas Abraxas Volturi, przewidziany na przyszłego władcę czarodziejów jako następcę ojca. W chwili śmierci miał prawie 16 lat. Wypadek otworzył ciąg pogrzebów w ramach Annus Horrobilis. Wyprawa docelowo miała odbyć się z zupełnie innym miejscu, gdzie nurt rzeki był odpowiedni dla osób małodoświadczonych. Śledztwo wykazało, że to właśnie Fineas Abraxas doprowadził do zmiany planów. Chłopcy nie wzięli specjalnie różdżek, aby udowodnić sobie i sobie wzajemnie siłę fizyczną, hart ducha i odwagę.

Sytuacja Fineasa Abraxasa

[edytuj]

Fineas Abraxas Volturi jako czwarta osoba w kolejce do tronu stanowił ważny element w polityce rodu. Planowane małżeństwo miało być pierwszym krokiem ku zapewnieniu bezpieczeństwa dynastycznego. Na jego małżonkę wybrano przedstawicielkę drugiego rodu tytanicznego – Nike Lukanos. Prasa opublikowała kiedyś drzewo genealogiczne ich potomków. Komentatorzy zwrócili uwagę na bliskie pokrewieństwo przyszłych małżonków i wyrażali niepokój o zdrowie przyszłych pokoleń. Fineas Abraxas i Nike mają wspólnego przodka w osobie Hieronima Merowinga. Dla Fineasa Abraxasa jest to prapradziadek zarówno w linii ojca, jak i matki. Jego rodzice są kuzynami I stopnia, a dziadkowie zawarli małżeństwa „na krzyż”. W efekcie mogłoby dojść do jeszcze większego zakłócenia liczby przodków w kolejnych pokoleniach niż w pokoleniu samego Fineasa. Nike natomiast jest wnuczką Hieronima. W jej przypadku zakłócenie liczby przodków może wystąpić w linii Merowingów.

Trudno jest wymagać od nastoletniego chłopca, aby zawsze był poukładany tak, jak życzą sobie tego rodzice. Jest to o tyle trudne zadanie, jeśli od najmłodszych lat jest sławny i każdy zna jego imię oraz pochodzenie. Każda dziewczyna chciała zostać jego "dziewczyną", ponieważ wyobrażała sobie, iż zostanie żoną władcy czarodziejów. Fineas uważał, że dopóki jest bardzo młody, może pozwolić sobie na – jak to określił – "tymczasowe łamanie paktu". Otaczał się "gromadą fanek", ale z biegiem czasu przestało mu to wystarczać i "nie dostarczało wrażeń". Zaczął szukać czegoś nowego i zdecydował się na pożycie intymne bez zabezpieczenia. Jego partnerką została Eufemia Romanow, rówieśniczka z klasy i jedna z fanek. To stało się początkiem kryzysu patrialnego. Gdy Fineas dowiedział się o ciąży, za wszelką cenę chciał zachować to w tajemnicy. Szalenie bał się nie tylko reakcji władcy czarodziejów, ale przede wszystkim surowego ojca. Eufemia nie zgodziła się na aborcję. Niewzruszenie stała na stanowisku, że muszą pobrać się, jeśli dziecko ma przeżyć klątwę krwi. Klątwa ta zabezpieczała stare rody przed potomstwem z nieprawego łoża. Fineas prosił i błagał o dokonanie zabiegu aborcji, a gdy to nie pomogło, próbował ją zaatakować, ale młoda czarodziejka była lepsza we władaniu magią i zdołała obronić siebie oraz ciążę. Fineas Abraxas, kompletnie załamany na duchu, poddał się i wyraził zgodę na małżeństwo, a potem na rozwód. Ślub odbył się w dniu 10 października 2024 roku w Durmstrangu, w warunkach konspiracyjnych. Nikt nie miał prawa o tym wiedzieć. Eufemia i zaufany rodzinny lokaj wręczyli łapówki, aby sprawa nie wyszła na jaw. Fineas miał nadzieję, że jeszcze w tym samym roku znów będzie wolny. Plan mogło pokrzyżować narodzenie chłopca. Córki nie miały praw sukcesyjnych do korony Volturi. Na szczęście dla Fineasa w dniu 10 lutego 2025 roku na świat przyszły bliźniaczki Eufemia i Hestia. Sprawa cichego rozwodu została postawiona na pierwszy plan działań młodego czarodzieja. Eufemia mimo wszystko chciała spróbować stworzyć rodzinę. Przeciwko temu stał sojusz Volturi i Lukanosów, a konkretnie punkt mówiący o połączeniu głównych linii.

Gdy małżeństwo wyszło na jaw, Fineas znalazł się w fatalnym położeniu pomiędzy rodem Volturi a Lukanosami. Dorothea Lukanos, jako jedna z sygnatariuszek traktatu, zdawała sobie sprawę z wagi problemu. Musiała zdecydować, jakie podjąć kroki w celu zapewnienia stabilności i bezpieczeństwa Lukanosów, nawet jeśli miałoby to zostać przeprowadzone kosztem dziewczynek. Wielka Mistrzyni rodu Lukanosów o sprawie dowiedziała się od córki Olimpii, Dyrektorki szkoły w Durmstrangu. Po zbadaniu sprawy na podstawie listu od świadka ślubu potwierdzono informację o domniemanym małżeństwie Fineasa Abraxasa. Volturi również przeprowadzili swoje śledztwo. Otrzymali oficjalne potwierdzenie zawarcia małżeństwa w dniu 18 lutego 2025 roku, w formie dokumentu z Urzędu Stanu Cywilnego w Durmstrangu. Kilka dni później władca czarodziejów wraz z rodziną, w tym przede wszystkim z Łukaszem Volturi, skonfrontowali młodego czarodzieja z faktami i zakazali mu opuszczania Volteru. Tymczasem Volturi przeprowadzili badania genetyczne dziewczynek, aby wykluczyć możliwość mataczenia. Romanowowie niechętnie zgodzili się na badania, a te potwierdziły ojcostwo Fineasa wobec Eufemii i Hestii. Powiadomili za to prasę, gdy zrozumieli, że ani władca czarodziejów, ani Wielki Sędzia Volteru nie przekażą im gratyfikacji finansowych w zamian za milczenie. Sprawa stała się medialna i trudna do rozwiązania. Volturi i Lukanosi na najwyższym szczeblu postanowili o potwierdzeniu warunków sojuszu, a także o przyszłym rozwodzie Fineasa Abraxasa i Eufemii, z poszanowaniem jej praw oraz praw dziewczynek. Podjęto również próby normalizacji stosunków poprzez sprowadzenie dziewczynek do Volteru. Później uznano to za fatalne rozwiązanie; Fineas Abraxas znęcał się nad małżonką psychicznie i fizycznie. Obwiniał ją o wszystko, co go spotkało. Dopuszczał się też wielokrotnych gwałtów, przez co Eufemia zaszła ponownie w ciążę. Fakt dokonywania na niej zbrodni zamilczała, byleby zapewnić córkom bezpieczeństwo.

Podjęcie decyzji o wyjeździe

[edytuj]

Pomysł wyjazdu zaproponował sam Fineas. Chciał odpocząć od Volteru i od oskarżycielskich spojrzeń. Potrzebował gdzieś zużyć drzemiącą w nim moc oraz nadmiar energii. Szkoła organizowała wyjazd na spływ pontonowo-kajakowy na rzece Nenana na Alasce pod kierownictwem niezwykle utalentowanego Fokusa Aulele. Fokus Aulele, chociaż miał zaledwie 21 lat, zdobył już aż czterokrotnie mistrzostwo świata w ekstremalnym kajakarstwie górskim. Wycieczka miała odbyć się w terminie 30 czerwca–3 lipca. Grupa miała być zdana na siebie, dlatego ważne było, aby jej członkowie bardzo dobrze władali magią. Fineas musiał jednak poprosić rodziców o oficjalną rozmowę, aby móc poruszyć ten temat.

W dniu 16 czerwca spotkał się z rodzicami. Matka przywitała go z radością, przytuliła i ucałowała. Zapytała, jak się czuje i czy córeczki są zdrowe. Ojciec powiedział mu tylko suche "cześć". Reakcja Łukasza Volturi bardzo go zmartwiła. Pomimo że miał złe przeczucia, postanowił poruszyć temat wyjazdu. Rodzice wysłuchali propozycji i argumentacji. Ojciec chciał już powiedzieć mu "nie" i wyjść, ale matka go powstrzymała. Łukasz Volturi stwierdził, że nie ma czasu na takie bzdety i że decyzję może podjąć sama Izabela. Fineas Abraxas chciał chociaż chwilę z nim porozmawiać, ale ojciec nie miał na to ochoty. Gdy wychodził, powtórzył, że decyzję może podjąć jego matka, a on ją zaakceptuje. Izabela Volturi zapewniła syna, że rozpatrzy sprawę i porozmawia z ojcem. Fineas Abraxas poprosił również babcię Marię Merowing, aby mu pomogła. Potrzebował mediacji pomiędzy rodzicami. Rodzice rozmówili się ze sobą wieczorem. Doszło pomiędzy nimi do karczemnej awantury. Izabela wręcz "nawrzucała" Łukaszowi, że lekceważy syna, bo ten go zawiódł. Przypomniała mu, że wychowanie przyszłego władcy czarodziejów jeszcze się nie skończyło. Nazajutrz Łukasz Volturi poszedł porozmawiać z synem. Nim wszedł do komnaty, usłyszał, jak Fineas wydziera się na żonę. Usłyszał wyzwiska i groźby pobicia. Postanowił to przerwać. Zapukał do drzwi i od razu wszedł. Zaskoczony Fineas Abraxas natychmiast umilkł. Łukasz Volturi oświadczył synowi, że zezwoli mu na wyjazd. Ostateczną decyzję miała podjąć matka, która przyjdzie ustalić z nim szczegóły. Eufemia Romanow tymczasem wyszła. Izabela odwiedziła syna godzinę później. Zażądała obecności Styksów jako ochroniarzy, na co ten wyraził zgodę. Izabela chciała również, aby to Styks kierował wyprawą zamiast 21-latka. Dyrektorka Durmstrangu wyraziła zgodę jedynie na obecność żołnierzy Volteru. W dniu 26 czerwca Fineas Abraxas otrzymał pisemne pozwolenie na wyjazd.

Przygotowanie do wyprawy

[edytuj]

Abraxas wyjechał z Volteru w dniu 27 czerwca. Powrócił do Durmstrangu po kilku miesiącach nieobecności. Nauczyciel obrony przed zaklęciami niechętnie wyraził zgodę na jego udział. Obecność Styksów pomogła mu zmienić zdanie; bał się ich tak bardzo, że gdy tylko podeszli do niego, natychmiast wziął formularz od Fineasa Abraxasa, podpisał go i szybko odszedł do pozostałych nauczycieli. Uczestnicy przeszli badania medyczne, a potem zjedli obiad. Atmosfera była bardzo radosna. Każdy opowiadał o swoich oczekiwaniach oraz chęci wypróbowania umiejętności w nurtach rzeki. Fineas Abraxas trafił do grupy C. Grupa C składała się z ośmiu chłopców w tym samym wieku. Jeszcze kilka miesięcy wcześniej była to zgrana paczka, ale od wybuchu skandalu odseparowali się od Fineasa Abraxasa. Dali mu mocno odczuć, że nie jest mile widziany. Nie rozmawiali z nim; gdy o coś pytał, odpowiadali jednym zdaniem albo go lekceważyli. Pomimo tego był w bardzo dobrym humorze, bo wreszcie mógł opuścić Volter. Rano okazało się, że trzeba zostawić część rzeczy, bo autokar jest za mały. Fineas Abraxas zaproponował, że pozostawi Styksa do pilnowania bagaży. Dyrektorka szkoły wyraziła zgodę ze względu na napięty grafik.

Po przejechaniu na lotnisko uczniowie wylecieli do Kanady. W Montrealu mieli przesiadkę do Denali na Alasce; na to przewidziano dwa dni. Fineas Abraxas pogodził się w jakimś stopniu z tym, że jest lekceważony przez kolegów. Mogli przeczytać w prasie, że wykorzystał koleżankę z ich klasy i ma dziecko. Romanowowie udzielali masy wywiadów przeciwko niemu do czasu, aż Łukasz Volturi uciszył ich nakazem sądowym. W czasie lotu pomiędzy Montrealem a Denali posadzono go z dawnym przyjacielem. Pomiędzy nimi doszło do rozmowy, która przełamała niechęć. Fineas Abraxas po raz pierwszy mógł opowiedzieć swoją wersję: jak się z tym wszystkim czuje i jak próbuje znaleźć drogę wyjścia. Do rozmowy dołączały kolejne osoby. Kilku z nich powiedziało nawet, że cieszą się z powrotu "księcia z Volteru". Rozmowy zeszły na temat oczekiwań co do wyprawy. Wtedy też pojawił się pomysł pozostawienia różdżek w obozie, aby chłopaki mogli sprawdzić się fizycznie. Do Denali przylecieli o godzinie 21:30. Na grupę C czekał już stary autokar, ale zabrakło miejsca dla Styksów. Styksowie chcieli teleportować się do miejsca docelowego, ale Fineas Abraxas nakazał im jechać za autokarem, skoro mają go chronić. Według późniejszych relacji, gdy tylko ruszyli w drogę, rzucił mimochodem, że chętnie sprawdziłby się w tej wyprawie bez różdżek. Chłopcy mieli wyrazić zainteresowanie propozycją, odpowiadając pomrukiem.

Gdy dojechali na miejsce, temat pozostawienia różdżek powrócił. Chłopcy wzajemnie próbowali udowodnić sobie, że mają odwagę pozostawić "trzecią rękę". Jako pierwszy różdżkę schował do małego kuferka Fineas Abraxas, a następnie wszyscy pozostali członkowie grupy C. Postanowili, że zachowają to w tajemnicy przed opiekunami. Nauczyciele już wtedy bardziej myśleli o imprezie niż o dogłębnym sprawdzeniu przygotowania uczniów. Potem, przez zamieszanie, grupa C nie miała opieki ze strony nauczycieli ani lokalnego przewodnika. Uczniowie pozostali pod opieką Fokusa Aulele. Niechętnie go słuchali, aczkolwiek Fineas Abraxas podporządkował mu się. Późniejsze analizy wykazały, że syn Łukasza Volturi podejmował ryzyko głównie po to, by móc przynależeć do grupy, natomiast nie było dowodów na to, by pozostali oczekiwali od niego takiego zachowania.

Wyprawa

[edytuj]

Trasa została oznaczona jako łatwa, z trudniejszymi odcinkami. Zlokalizowano ją w jednej z odnóg rzeki Nenany. Wytyczono ją na mapach posiadanych przez Durmstrang, a lokalna firma obsługująca spływ potwierdziła jej bezpieczeństwo. Wydano również opinię, w której napisano: "Czarodziej w wieku około piętnastu lat poradzi sobie na trudniejszych odcinkach. Warunkiem tego jest posiadanie przez niego różdżki i znajomość zaklęć lewitujących i bombardujących. Przed spływem należy przeprowadzić dokładną inspekcję wyposażenia. W razie braków taki uczeń nie może uczestniczyć w spływie". Trasa liczyła łącznie 30 kilometrów i podzielono ją na trzy odcinki. Pierwszy liczył 3,7 km, drugi (w dwóch częściach) 18 kilometrów, a ostatni 8,7 kilometra. W ulotce informacyjnej podkreślono, że przy drugim odcinku należy trzymać się fragmentu, którego wody są wzburzone, ponieważ dalej rzeka staje się bardzo spokojna. Absolutnie zakazano spływać odcinkiem "spokojnym", którego nazwa bywa myląca. Jest on bardzo zaawansowany i czarodziej bez odpowiedniego doświadczenia nie będzie w stanie go pokonać.

Zanim wyruszyli, Fokus przeprowadził inspekcję wyposażenia. Wymagał, aby chłopcy pokazali, czy mają już na sobie bieliznę nieprzemakalną i termiczną (poprzez jedynie pokazanie skrawka materiału), a także dodatkowy bukłak z ciepłą wodą, menażkę, niezbędnik dwuczęściowy, zapasowy kapok, buty do wody, pistolet i flary do niego oraz kask. Nie sprawdził natomiast, czy mają przy sobie różdżki. Założył, że żaden czarodziej nie pozbędzie się narzędzia zwanego "trzecią ręką". Każdy przeszedł inspekcję wyposażenia, dlatego też Fokus sprawdził pontony pod kątem wypatrzenia defektów i dziur. Skontrolował, czy zestaw zawiera odpowiednią liczbę wioseł i kapoków. Na koniec przeprowadził szkolenie, jak należy zachować się w wodzie, czego unikać oraz jak wychodzić z niebezpiecznej sytuacji. Dla pewności każdego przepytał z omówionego materiału. To wszystko wiemy, ponieważ jeden z chłopców, Aleksandriej Andrejew, wszystko nagrywał. Fokus nakazał im wypocząć przed jutrzejszym spływem.

Dzień pierwszy, 30 czerwca

[edytuj]

Grupa C wstała pół godziny wcześniej, niż zakładali, tak więc mieli więcej czasu na przygotowanie do wyprawy. Chłopcy wzajemnie sprawdzili swój sprzęt, a potem przeprowadzili ćwiczenia fizyczne. Każdy chciał być najlepszy i nie odstawać od innych. Fineas Abraxas pilnie trenował. Po wielu miesiącach bycia jedynie wyrzutkiem w rodzinie miał teraz okazję, by całą energię skupić na jednym celu – ukończeniu spływu. Przez chwilę myślał nawet, aby namówić chłopaków do wzięcia różdżek. Tematu jednak nie podniósł. Być może obawiał się wyśmiania przez kolegów. Pozostała jeszcze jedna kwestia – Styksowie. Ochroniarze Fineasa Abraxasa mieli cały czas mieć go na oku, a także go chronić. Mogłoby to się skończyć tym, że wyręczyliby go w wykonywaniu obowiązków i wystawili na pośmiewisko. Andrejew nagrywał moment, w którym wydawał im rozkazy. Mówił nienaturalnie niskim głosem, a Styksowie stali sparaliżowani. Nikt nie rozumiał, dlaczego te istoty tak zareagowały. Na zajęciach z historii magii czytali, że przez magię Styksowie są zobowiązani do posłuszeństwa wobec rodu Volturi. Nie mogli uwierzyć, że Fineas Abraxas kazał siebie chronić podczas tego wyjazdu. Domniemywali, że polecenie wyszło albo od matki, albo od ojca. Ojciec mógł mieć silniejszy wpływ na Styksów, ponieważ jest Wielkim Sędzią Volteru. Tymczasem Styksowie powiadomili Tytusa, że będą na nich czekać w punkcie zbornym-powrotnym wraz z ich rzeczami. Chłopcy podziwiali Fineasa Abraxasa za taki wpływ na Styksa. On sam też wyglądał na bardzo zadowolonego.

Fokus pomógł im usadowić się w pontonie. Wyruszyli, gdy wizualnie potwierdził bezpieczeństwo. Rzeka w tym miejscu miała trzydzieści metrów szerokości i rozszerzała się wraz z dolnym biegiem. Naprzeciwko nich znajdowała się polanka nazywana Łysą, bo nic na niej nie rosło. Według map był to punkt orientacyjny, pozwalający ustalić, gdzie się znajdują. Tymczasem wyglądała tak, jakby była mniejsza, niż ją opisywano. Fokus i chłopcy nie mieli świadomości, że coś jest nie tak. Nurt rzeki był spokojny, a miejscami występowały bystrza, czyli odcinki, na których woda gwałtownie przyspieszała pod wpływem ukształtowania podłużnego dna rzeki. Fineas i jego koledzy podpłynęli na drugi brzeg. Wiosłowali równomiernie, a każdy dawał z siebie wszystko. Na twarzach malowało się pełne skupienie, zaś Fokus wyglądał na zadowolonego, że trafiła mu się sensowna ekipa. Wyznaczał im trasę bez dodatkowych utrudnień. Miał świadomość, że są nowicjuszami, a także dziećmi. Pogoda mocno im sprzyjała: było słonecznie, ale słońce ich nie raziło; strugi wody chłodziły ich, a dobry humor domykał resztę. Fokus postanowił wylądować na kolejnej polance, ale po drodze musieli przepłynąć przez dwa bystrza. Zadanie zajęło im dłużej, niż przewidywał, ale udało im się pokonać przeszkody. Fineas Abraxas aż piszczał z zachwytu nad atrakcją. Żartował z kolegami, że mogą płynąć nawet przez rapidy, skoro tak dobrze im idzie. Polanka była kolejnym punktem orientacyjnym – znajdowała się półtora kilometra od miejsca startowego. Wokół niej rozciągały się tylko bezkresne lasy. Przewodnik zalecał krótkie przebywanie na niej, bo w pobliżu mogły być dzikie zwierzęta, takie jak niedźwiedzie. Prawo zezwalało na użycie klątw niewybaczalnych w razie konieczności obrony. Prawdopodobnie tylko Fokus miał umiejętności, aby rzucić tak potężne zaklęcie, choćby takie jak uśmiercające. Polanka miała wymiary 19 metrów na 22 metry. Wyciągnęli ponton na kilka metrów od brzegu. Rozstawili się z drugim śniadaniem. Atmosfera przy posiłku była radosna. Piekli kiełbaski nad ogniskiem. Na jego środku postawili garnek z zupą. Siedzieli tyłem do rzeki, aby wypatrywać niebezpieczeństwa.

Tymczasem Styksowie rozpoczęli przenoszenie rzeczy. Nie mogli teleportować się, ponieważ część transportu była chroniona magicznie. Musieli poruszać się nad rzeką i kilkukrotnie widzieli grupę. Jest pewne, że chłopcy ich nie widzieli, mimo że Styksowie latali jako czarny cień nad ich głowami. Później Styks zapisał w raporcie dla ambasady Volturi w Stanach Zjednoczonych: "Meldujemy, że grupa bezpiecznie przepłynęła pierwszą część trasy. Należy zauważyć niezgodności z mapą, ale nie mamy informacji, czy jest to zjawisko naturalne, czy też nie. Pomost w półtorej godziny po wypłynięciu księcia Fineasa zaczął być zalewany wodą. Gdy zabieraliśmy ostatni transport, woda sięgała kamiennych schodków. Kamienne schodki zaś otoczono czterdziestu centymetrowym murkiem, co sugeruje, że takie wypadki mogą być naturalne.[1]"

Chłopcy po tym, jak zjedli, spakowali rzeczy, ugasili ognisko, upewnili się, że wszystko jest w idealnym stanie, i ruszyli dalej. Wydawało im się wizualnie, jakby polanka się zmniejszyła, ale wzięli to za iluzję optyczną albo po prostu zwykłe zmęczenie. Kolejnym celem był punkt końcowy pierwszego etapu. W trakcie przepływu przez bystrze zostali przemoczeni do suchej nitki. To była dotychczas najgroźniejsza sytuacja. Woda mogła któregoś z chłopaków zmyć z pontonu, ale na szczęście nic się nie wydarzyło. Fineas Abraxas wręcz emanował pozytywną energią. Bardzo się śmiał, gdy kilku chłopaków wyglądało tak, jakby dopiero co wyszli spod prysznica. Woda ściekała im ciurkiem z włosów. Trasa pierwszego etapu dobiegła końca. Uradowani wyciągnęli sprzęt na brzeg i zamocowali go do gruntu. Teren nocnego wypoczynku otoczono barierami magicznymi, które mógł przekroczyć tylko człowiek. Idąc tam, śpiewali sprośne piosenki o nauczycielach. Wtedy też Fokus kazał im zatrzymać się i schować w krzakach. Był bardzo przerażony, gdy zobaczył ślady niedźwiedzia wewnątrz bariery. Wydało mu się, że ochrona przestała działać. Podjął decyzję, że muszą natychmiast opuścić ten teren. Gdy coś zaczęło buszować w pobliskich krzakach, kazał im wyciągnąć różdżki. Dopiero wtedy dowiedział się, że tylko on ją posiada. Fokus wpadł w furię, krzycząc i wyzywając chłopców. Fineas Abraxas wziął winę na siebie jako prowodyr pozostawienia różdżek, ale powiedział również, że jak do tej pory dawali sobie radę bez magii siłą swoich mięśni i współpracy. To była oczywiście prawda, ale opiekuna to nie przekonało. Zaproponował, aby teraz w ten sam sposób przegonili niebezpieczeństwo. Chłopcy wzięli grube patyki i zaczęli okładać wszystko wokół, byleby zrobić jak najwięcej hałasu podczas wycofywania się do rzeki. Musieli udać się do punktu awaryjnego – skalnego występu otoczonego z jednej strony klifem, a z drugiej strony rzeką. Musieli znaleźć cokolwiek w miarę bezpiecznego na noc. Fokus oznajmił, że rano wystrzeli czerwone iskry na pomoc. Wyprawa musi zostać przerwana, bo jest zbyt dużo nieprawidłowości. Fineas Abraxas przygasł na duchu. Wyglądało to tak, jakby się zamartwiał, a tymczasem próbował wezwać Styksów na pomoc siłą umysłu. Czekało ich jeszcze jedno wyzwanie: musieli dopłynąć do występu skalnego. Trasa była krótka, bo liczyła zaledwie 400 metrów, ale musieli przepłynąć przez dwa bystrza i jeden rapid na drugi brzeg. Gdy tam dotarli, zapadł już zmierzch. Nie mieli do czego przymocować namiotów, więc spali pod gołym niebem.

Dzień drugi, 1 lipca

[edytuj]

Drugi dzień zaczął się niezwykle gwałtownie, kiedy to Fokus, wcześniej obudzony przez rzekę, zobaczył, że poziom wody podniósł się o kilka metrów. Wczoraj wspięli się po występie aż cztery metry ponad ówczesną taflę, aby mieć pewność, że nic się nie stanie. Teraz znajdowali się może kilkadziesiąt centymetrów powyżej. Chłopcy byli strasznie przerażeni. Nie wiedzieli, co mają zrobić. Żałowali, że nie zabrali różdżek; może teraz by im pomogły. Fokus myślał trzeźwo i zamiast panikować zaczął przygotowywać ponton do ucieczki. Wspięli się na sam szczyt występu, aby zyskać trochę czasu, zanim ich zaleje. Nie minęło kolejne piętnaście minut, a rzeka płynęła rwącym nurtem zaledwie metr poniżej. Mieli teraz dwie opcje do wyboru: albo czekać na tym najwyższym punkcie aż do ostatniej chwili, ryzykując potem, że fale będą jeszcze wyższe, albo próbować przepłynąć na drugą stronę, przetrwać groźne rapidy, dopłynąć do brzegu i iść wzdłuż rzeki, aż znajdą miejsce, z którego wezwą pomoc, na przykład jakiś wysoki występ skalny. To Fokus musiał podjąć tę decyzję. Wiedział, że powódź błyskawiczna może szybko się skończyć tak, jak nadeszła, ale nie wiedział, jak długo to potrwa, a miał pod opieką dzieci, w tym członka rodziny królewskiej czarodziejów. Postanowił, że nie wezwie pomocy czerwonymi iskrami w tym miejscu, bo ratownicy zaczną szukać ich właśnie tutaj, tracąc cenny czas. Kazał chłopcom wskoczyć do pontonu. Po krótkim namyśle wybrał opcję numer dwa. Nurt był znacznie silniejszy niż uprzednio, znacznie ponad ich siły, ale mimo to postanowili walczyć. Przez kilka sekund wciągało ich w koryto zwane "spokojnym" – zakazane – i wytrzymali tam zaledwie chwilę. Nie mogli jednak wygrać z taką siłą natury. Nurt ich porwał. Fokus próbował użyć zaklęcia bombardującego, a gdy to zawiodło, spróbował stworzyć huragan, który mógłby przepchnąć ich w stronę docelowego koryta. To był jego cel. Nic to jednak nie dało, ponieważ nurt rzeki znacznie przewyższał jego magię. Fokus spróbował dostać się na wysoką półkę skalną. To mogła być ostatnia deska ratunku, ale najpierw musieli przetrwać kolejny rapid, w który właśnie wpadli. Przeżyli go, aczkolwiek uderzenie wody ich ogłuszyło. Fale zmyły całe wyposażenie i wiosła. Pontonem jeszcze bardziej rzucało niż wcześniej przez utratę wagi, a bez wioseł nie byli w stanie nic zrobić. Fokus musiał działać i to szybko. Użył zaklęcia lewitującego, aby unieść ponton wraz z nimi na wysokość półki. Potem mieli szybko na nią wskoczyć i wystrzelić iskry.

Fokus nie dał rady; wyczerpany, zmarznięty i przerażony nie był w stanie utrzymać koncentracji wystarczająco długo. Ponton runął w toń wody. Tylko włączona kamera znalazła się w bezpiecznym miejscu, pozostałych pochłonęła woda. Fokus ostatnim tchnieniem wystrzelił czerwone iskry w powietrze, nim zniknął.

Śmierć Fineasa Abraxasa Volturi

[edytuj]

Tylko Fineas Abraxas wypłynął na powierzchnię. Trwało to krócej nić dwie sekundy. Nurt wciągnął go aż do samego dna. Uderzył w nie najpierw lewym łokciem, potem plecami, przekoziołkował i ponownie uderzył łokciem. Chłopiec nie miał wpływu na to gdzie go woda niesie. Stracił przytomność gdy z ogromnym impetem wpadł na skałę. Złamał żuchwę, nos i kość czołową. To nie było śmiertelne uderzenie, ale Fineas Abraxas tracił ogromną ilość krwi. Bezwiedne ciało znowu zostało wciągnięte na dno. Tam ponownie uderzył głową w skalne podłoże. Było ono na tyle silne, że złamał kark. Zwłoki popłynęły w dół rzeki, tak jak ciała jego kolegów i opiekuna.

Odkrycie powodzi

[edytuj]

Około 9:30 na miejsce startowe przyjechała grupa kajakarska. Miała wystartować z tego samego miejsca co uczniowie, ale potem zamierzała płynąć szlakiem bardzo wymagającym. Ku ich zdumieniu zobaczyli zalaną polankę za murkiem koło rzeki, a mostek był doszczętnie zniszczony. Polanka naprzeciwko nich już dawno znajdowała się pod wodą. Natychmiast zaalarmowali właściciela o zaistniałym problemie. Zapytali, czy gdyby zdecydowali się płynąć, wydałby im pozwolenie na korzystanie z jego infrastruktury. Ten natychmiast odpowiedział negatywnie. Ku ich zdziwieniu zapytał, czy na miejscu są jacyś uczniowie potrzebujący ewakuacji. Kajakarze zaprzeczyli, a właściciel wydawał się bardzo zasępiony.

Właścicielem był James Mitchell. Mieszkał tu od 50 lat. Prowadził tę firmę od 2005 roku; widział wiele kataklizmów, powodzie, spływy błota, a nawet trzęsienia ziemi. Dopiero teraz zauważył, że zniknęły wielkie kamienie pod wodą. Nigdy wcześniej tak nie było. Wezwał pracowników, aby przelecieli helikopterem nad trasą uczniów z Durmstrangu. Martwił się, że coś mogło się stać. Tymczasem odebrał maila, że przed kilkoma dniami zmarł jego pracownik na zawał serca. O godzinie jedenastej helikoptery zaczęły szukać dzieci. Piloci raportowali, że nikogo nie widzą. Informowali za to, że stan rzeki jest ponadnormatywny: jest tak bardzo wzburzona jak na najgroźniejszych odcinkach Nenany. Zaczęło to wyglądać bardzo źle. Pan Mitchell zadzwonił do szeryfa, aby zarządził poszukiwania uczniów, a także aby sprawdzić szlaki i ocenić, czy są nadal bezpieczne przy wzburzonych wodach rzeki.

Znalezienie ciał

[edytuj]

Nim wydano odpowiednie zakazy używania poszczególnych szlaków, turyści rozleźli się po okolicy. Część dróg przebiegała daleko od koryta rzeki, natomiast te dojazdowe do budowli infrastrukturalnych wręcz przy niej. Pan Mitchell wsiadł w samochód i pojechał do pierwszego przystanku. Była to szeroka polanka, zabezpieczona barierami. Miał nadzieję, że uczniowie jako czarodzieje potrafią powstrzymać napór wody. Nie miał absolutnie pojęcia, czy daliby radę, ale chciał, aby tak było. Ku jego przerażeniu droga dojazdowa została całkowicie zalana. Polana znajdowała się w odległości 100 metrów od niego. Wyciągnął megafon i zaczął wołać, aby wystrzelili czerwone iskry, jeśli tam są. Po 40 minutach wycofał się. Grunt nie był zbyt mocny, a on nie chciał zakopać swojej terenówki. Pojechał prosto do szeryfa po nowe informacje.

O godzinie 10:30 kanadyjscy turyści szli szlakiem "bociana", gdy zobaczyli powalone wielkie konary drzew. Wszędzie była woda. Ostrożnie szli dalej, jednak zatrzymali się, gdy nie było już widać ziemi. Leżały tylko drzewa w płytkiej, spienionej wodzie. Już mieli wracać, gdy zobaczyli coś, co wyglądało jak ręka. Początkowo myśleli, że to złudzenie, ale ręka poruszyła się. Zobaczyli chłopca przebitego gałęzią na wylot. Długo nie myśleli i wezwali pomoc, wystrzeliwując racę. Przelatujący nad nimi helikopter to zauważył i wezwano służby. Ratownicy powoli wyciągnęli chłopca. Był to uczeń Durmstrangu Aleksandriej Andrejew. On żył! Bezpiecznie przewieziono go do bazy, ale nie usunięto gałęzi. To ona trzymała go jeszcze przy życiu. Kilometr dalej znaleziono poskręcane zwłoki kolejnych chłopców. Do godziny 13 wszyscy znaleźli się obok gabinetu pana Mitchella. Opiekun ze szkoły z przerażeniem potwierdził, że to są jego uczniowie.

Identyfikacja ciała Fineasa Abraxasa Volturi

[edytuj]

To, co nastąpiło potem, zbiło pana Mitchella z nóg. Nie umniejszał tragedii, ale nauczyciel nie tylko był przerażony. Trudno to opisać, jednak wyglądał tak, jakby otrzymał wyrok śmierci wraz z całą rodziną. Te puste oczy, drżenie na całym ciele. To nie była reakcja na wiadomość o śmierci, jaką kiedykolwiek widział. Opiekun uczniów nagle zaczął wrzeszczeć, że wszyscy są trupami. Pan Mitchell absolutnie tego nie zrozumiał. Świadkowie wręcz opisywali ich dialog:

-Proszę Pana, ja staram się zrozumieć pana ból...
-Nic nie rozumiesz - przerwał mu opiekun uczniów - Jesteśmy trupami... rozumiesz? jesteśmy trupami
-Proszę pana, czekamy na szeryfa... - próbował go uspokoić, ale to na nic się zdało.
-Jesteśmy już trupami.... jeden z tych chłopców to książę rodu Volturi
-Nawet książęta giną...
To miał być król czarodziejów, a teraz nie żyje

Pan Mitchell nie jest czarodziejem, a jego wiedza o świecie magicznym jest bardzo słaba. Może kiedyś słyszał nazwisko Volturi, ale nie było to nic konkretnego. Zauważył, że uczniowie Durmstrangu gromadzą się przy ciele Fineasa Abraxasa. Ci, którzy mieli czapki, zdjęli je. Zebrani opuścili głowy, jakby był to ktoś naprawdę ważny. Potem styksowie wrócili z patrolu. Od opiekuna dowiedzieli się o wydarzeniach. Natychmiast otoczyli ciało zmarłego księcia. Dowódca jednostki przypatrzył się zniekształconej twarzy. Teraz miał pewność, że to Fineas Abraxas. Polecił utrzymać wartę, a ciało okryto czarno-złotą peleryną z herbem Volturi pośrodku. Pan Mitchell widział, jak usiadł przy stoliku i zaczął coś pisać świecącym atramentem na kartce papieru. Gdy skończył, kartka samoistnie złożyła się i zapłonęła kasztanowym światłem, a potem gdzieś szybko poleciała. Coś takiego widział tylko w telewizji, w programach o UFO.

Pierwsze następstwa w Volterze

[edytuj]

O godzinie 14:15 dowódca armii rodu Volturi styks Hermiot otrzymał wiadomość z Alaski. Otrzymała najwyższą klasę priorytetyzacji i oznaczono ją trupią czaszką na tle godła Volturi. To był sygnał najgorszej wiadomości. Gdy otworzył list, źrenice jego oczu rozszerzyły się tak bardzo, że nie było widać tęczówek. Szybko opanował się. Wziął list i włożył go do aktówki, następnie podszedł do przeciwległej ściany. Ubrał oficjalny mundur i podszedł do skrzynki w ścianie. Wpisał kod i otworzył ją. Wcisnął czerwony guzik, a cała podziemna część Volteru usłyszała alarm. Hermiot ogłosił stan najwyższej gotowości. Potem wyszedł z gabinetu.

Dziesięć minut później władca czarodziejów przyjął go na audiencji. Był bardzo zdziwiony z powodu ogłoszonego alarmu, jednak gdy zobaczył trupią czaszkę na tle swojego herbu, zrozumiał dlaczego. Wezwał najwyższych urzędników miasta. Nim przyszli, przeczytał list. Wpatrywał się w niego tak długo, aż ktoś się odezwał. Nawet nie zauważył, że przyszły wezwane osoby. Miał tak zapłakane oczy, że nie miał siły przeczytać wiadomości. Hermiot przeczytał każde zdanie najpierw po łacinie, a potem tłumaczył na włoski:

Język Polski Łacina Język Włoski
Spływ na rzece Nenana zakończony tragicznie
Opiekun grupy Fokus Aulele nie żyje
Aleksandriej Andrejew przeżył, ale rany są śmiertelne. Nie przeżyje tej nocy
Książę Fineas Abraxas Volturi zginął. Ciało zmarłego jest chronione przez styksów.
Expeditio per flumen Nenana tragice finita est
Custos gregis, Fokus Aulele, mortuus est
Aleksandriej Andrejew supervixit, sed vulnera eius mortifera sunt. Hanc noctem non superabit
Princeps Fineas Abraxas Volturi interiit. Corpus defuncti a Styxibus custoditur
La spedizione sul fiume Nenana si è conclusa tragicamente
Il responsabile del gruppo, Fokus Aulele, è morto
Aleksandriej Andrejew è sopravvissuto, ma le sue ferite sono mortali. Non supererà la notte
Il principe Finea Abraxas Volturi è morto. Il corpo del defunto è protetto dagli Styx

Czas zatrzymał im się w miejscu, powietrze przestało dawać tlen, a podłoga przestała dawać oparcie. Zapanował bezruch. Cisza wręcz wrzeszczała do zebranych. Łukasz Volturi, Wielki Sędzia Volteru urzędowo, a prywatnie ojciec Fineasa Abraxasa, czuł, że żołądek ma już w gardle. Informacja wirowała w głowie niczym oszalałe stado jakichś stworów. Widział symbole na liście, więc to nie mogła być mistyfikacja. Każda cząstka chwili uświadamiała mu, że stracił najstarszego syna. Syna mającego odziedziczyć koronę po nim. Upadł na kolana. Zakrył twarz. Płakał głośno i coraz głośniej. Żałował, że los odebrał mu syna, nie dając szansy na uzdrowienie relacji.

Do komnaty wpadła Izabela Volturi. Musiała jakoś dowiedzieć się wcześniej, bo strasznie płakała. W ręku trzymała różdżkę gotową do ataku. Ferdynand Volturi dyskretnie przygotował swoją. Tak na wszelki wypadek. Nie chciał niepotrzebnie się narażać, ale też nie chciał jej prowokować. Izabela jednak podeszła do Hermiota. Absolutnie nie panowała nad emocjami ani nad tym, co robiła, o czym świadczy ta spisana relacja:

-Ty cholerny bydlaku! Miałeś zapewnić mu bezpieczeństwo! - wrzeszczała na Hermiota, opluwając go. Ten nic nawet nie powiedział. - Twoja matka powinna się wstydzić, że urodziła ciebie.
Wymierzyła w niego różdżkę, ale nie rzuciła żadnego zaklęcia. Dalej kontynuowała.
- Co masz mi do powiedzenia? Wytłumacz się, ty cholerny bękarcie!
Hermiot opuścił głowę. Wiedział, że nic nie może powiedzieć na swoją obronę.
- Oddaję się do dyspozycji Jego Królewskiej Mości Fe...
- Avada Kedavra! - krzyknęła Izabela, a zielony promień ugodził Hermiota prosto w pierś. Padł martwy.
- Uniewinniam cię od morderstwa - rzekł Łukasz Volturi

Ferdynand Volturi schował różdżkę. Hermiot na pewno straciłby stanowisko i życie. Stało się to po prostu wcześniej. Izabela nie miała prawa przebywać w tym pomieszczeniu, ponieważ nie pełniła żadnej z pięciu najważniejszych funkcji w mieście. Nie wyprosił, bo Nie chciał stać się celem rozwścieczonej matki, której świat się zawalił. Zabójstwo Hermiota nie było przestępstwem, bo Volturi mogą zabijać styksów jako formę kary. Nie powinno być to przy świadkach a w dodatku Wielki Sędzia Volteru ją uniewinnił, co ma bardziej symbolikę. Władca czarodziejów widział jak Izabela i Łukasz stali wtuleni w siebie, łkali w swoje ramionach. Musiał przeczekać z podjęciem kolejnych decyzji do czasu aż wezmą się w garść. Oprócz tego, że właśnie stracili dziecko to też Volturi. W jeśli sfera prywatna i rodowa są w konflikcie, to zawsze ród musi górą. Jako pierwszy zrozumiał to Łukasz Volturi. Spojrzał na Izabelę a ta w odpowiedzi skinęła głową. Na żałobę przyjdzie czas, ale teraz ród potrzebuje pilnej pomocy.

Zebrani ustalili pod przewodnictwem władcy czarodziejów:

  • Łukasz Volturi uda się na miejsce wypadku wraz z kompanią Styksów Górolotem.
    • Górolot rodu Volturi może lecieć z bezpieczną prędkością 11 500 km/h. Pomiędzy Neapolem a miejscem wypadku jest około 8 300 km. Podróż będzie trwała około 43 minut.
    • Na pokład samolotu zostanie zabrany teleporter.
    • Łukasz Volturi przeprowadzi przesłuchania świadków.
  • Gubernator Volteru zarządzi stan podwyższonej gotowości poprzez system alarmowy miasta.
  • Władca czarodziejów wyda ogłoszenie.

Reakcja Gubernatoratu Volteru i Volteran

[edytuj]

Gubernator Volteru Janos Koniecpolski natychmiast wziął się do wyznaczonego zadania. Wezwał swoich urzędników na nadzwyczajne zebranie. O 15:30 powiadomił ich o wypadku i nakazał zrealizowanie woli władcy czarodziejów. Volteranie o godzinie 16 usłyszeli syreny alarmowe, a lampy uliczne zapaliły się czerwonym światłem. Był to znak dla mieszkańców, że wydarzyło się coś bardzo poważnego. Fora internetowe pękały w szwach od domniemań. Znaczna część ludzi pisała, że mógł umrzeć władca czarodziejów, księżna małżonka czy nawet Adam Volturi. Druga największa grupa wskazywała brata monarchy jako tego, który zmarł. Został w 2023 roku odsunięty od urzędów i jest na emeryturze. Dzwony zaczęły bić dopiero o 16:27. Na ulice wyszły tłumy, kierując się w stronę placu przed pałacem Volturi. Na jego granicy stali Styksowie. Według rachub było ich aż około trzystu. Flagi opuszczono do połowy. Wielu zauważyło, że sztandar króla nie został zwinięty. Ta informacja rozlała się w sieci. Naoczni świadkowie wstawiali zdjęcia sztandaru, a część internetowych znawców pisała, że nie może chodzić o władcę czarodziejów właśnie przez pozostawiony sztandar. Zdecydowana większość przerzuciła się na zdanie o śmierci Adama Volturi.

Gubernator Volteru zakazał urzędnikom wyjawiania prawdy. To Ferdynand Volturi ma przekazać informację o śmierci Fineasa Abraxasa. Flaga Volteru została opuszczona do połowy, a nad nią powiewał czarny kir. Granice miasta zostały zamknięte dla wolnego przejazdu. Każdy, kto je przekraczał, musiał się legitymować. Na ulice wyszły dodatkowe siły, na przykład 400 strażników miejskich. Z kolei Volturi wysłali na ulice Volteru aż 6 tysięcy Styksów. W półtorej godziny po ogłoszeniu alarmu w mieście pojawiła się plotka, że Volturi szykują wielką czystkę. Władca czarodziejów o godzinie 20:05 wygłosił przemówienie w telewizji i radiu. Było ono również streamowane w internecie.

Ludzie w dalszym ciągu gromadzili się na ulicach. Byli bardzo zaniepokojeni widokiem mas Styksów na ulicach. Na placu przed pałacem mogło stać nawet tysiąc żołnierzy. Gubernatorat nie udzielał żadnych informacji. Powtarzano komunikat o przemówieniu władcy czarodziejów. Strach napędzał się samoczynnie, zwłaszcza w internecie. Około godziny 19 zaczęto wątpić w teorię o śmierci członka rodu Volturi. Zaczęto podejrzewać, że Volturi postanowili oczyścić miasto z ludzi niesprzyjających im. Najczęściej udostępnianą informacją była ta z portalu X, od użytkownika "Massimo Morone", twierdzącego, że zdobył część rozkazu z podziemi Volteru. Nie wyjaśnił, jak to zdobył, ale to, co napisał, mogło wywołać bunt w Volterze: Ferdynand ogłosił powszechną mobilizację wojskową swoich niewolników magii - dla tych co nie wiedzą o kogo chodzi, to są styksowie. Istnieje dosyć duże prawdopodobieństwo, że szykują czystkę w mieście. Ulice Volteru, nie po raz pierwszy, spłyną naszą krwią[2]. W tej sytuacji zareagowała straż miejska. Aresztowała czarodzieja półkrwi Wasilija Uriakohva, ukraińskiego uchodźcę przebywającego w mieście od 2020 roku. Gubernatorat ogłosił w komunikacie o 19:54: Gubernator Miasta Królewskiego Volteru postanowił w trybie administracyjnym wydalić Wasilija Uriakohva z miasta. Otrzymał dożywotni zakaz wstępu do Volteru, utratę majątku za rozprzestrzenianie w sieci w związku z popełnieniem przestępstwa rozprzestrzeniania nieprawdziwych informacji. Po przekroczeniu granic miasta został aresztowany i osadzony w areszcie[3]. Odpowiedź władz przeszła niemal niezauważenie, ponieważ czekano na przemówienie władcy czarodziejów.

Przemówienie Wielkiego Mistrza rodu Volturi

[edytuj]

Punktualnie o godzinie 20:05 rozpoczęła się transmisja telewizyjna, w radiu i w sieci. Postanowiono, że przemówienie będzie symultanicznie tłumaczone na angielski poprzez napisy na ekranie. Tłumy z ulic gromadziły się wokół głośników, czekając w napięciu, co władca czarodziejów chce im przekazać. Ludzie naprawdę drżeli o swoje bezpieczeństwo. Wielu uważało, że Volturi tylko mówią, iż posiadają wielką armię w podziemnej części miasta. Teraz widzieli, jak miasto staje się twierdzą. Ferdynand Volturi otrzymywał od podwładnych informacje o sytuacji w mieście. Jego kompletnie nie interesowało, co Volteranie mieli do powiedzenia i co uważali. Celem było wyjaśnienie okoliczności śmierci Fineasa Abraxasa i sprowadzenie jego ciała do domu. Władca czarodziejów wszedł w kadr minutę po rozpoczęciu transmisji. Wyglądał majestatycznie; mundur w kolorze złota, a na nim czarna peleryna ze złotymi zdobieniami przy brzegach. Miał bardzo smutny wyraz twarzy. Usiadł za biurkiem w fotelu z wysokim oparciem. Przemówienie wygłosił spokojnym głosem, ale wyczuwano w nim ból straty, złość i zacietrzewienie do działania.

Język Polski Język Włoski Język Angielski
Drodzy poddani! Szanowni obywatele i mieszkańcy Volteru! Drodzy Czarodzieje!
Zwracam się do was bezpośrednio, aby przekazać wam informację, która wstrząsnęła mną, moją rodziną i światem czarodziejów!
Kilka godzin temu otrzymałem wieści ze Stanów Zjednoczonych na temat wypadku podczas szkolnego spływu pontonem po rzece Nenana, niedaleko góry Denali.
W wypadku poniósł śmierć mój praprawnuk, Książę Volteru Fineas Abraxas Volturi, czwarty w linii sukcesyjnej.
Trwa postępowanie wyjaśniające okoliczności śmierci, a także czekamy, aż książę wróci do domu, aby go godnie opłakać i pogrzebać.
Zastosowane środki bezpieczeństwa w mieście są wymogiem sytuacji, bowiem wprowadzam stan wyjątkowy do czasu sprowadzenia zwłok mojego praprawnuka.
Proszę o zachowanie spokoju. Muszę wam przypomnieć, że styksowie nie znają litości i są żołnierzami wykonującymi bezpośrednio moje rozkazy. Volter zmienia status na miasto zamknięte.
Wszelkie próby wywołania zamieszek będą karane z najwyższą surowością i proszę o tym pamiętać.
Proszę was również o uszanowanie naszej żałoby. Wszelkie imprezy masowe zostają zakazane, a działalność placówek kulturalnych i rekreacyjnych zostaje ograniczona w myśl prawa stanu wyjątkowego.
Niechaj Ethenor nas strzeże ode złego.
Cari sudditi! Stimati cittadini e residenti di Volter! Cari Stregoni!
Mi rivolgo a voi direttamente per trasmettervi un’informazione che ha scosso me, la mia famiglia e il mondo dei maghi!
Poche ore fa ho ricevuto notizie dagli Stati Uniti in merito a un incidente avvenuto durante una discesa scolastica in gommone sul fiume Nenana, nei pressi del Denali.
Nell’incidente è morto il mio trisnipote, il Principe di Volter Fineas Abraxas Volturi, quarto nella linea di successione.
È in corso un procedimento volto ad accertare le circostanze della morte; attendiamo inoltre che il Principe faccia ritorno in patria, affinché gli si possa rendere un degno compianto e dare sepoltura.
Le misure di sicurezza adottate in città sono imposte dalla situazione: dichiaro lo stato d’emergenza fino al rimpatrio delle spoglie del mio trisnipote.
Vi chiedo di mantenere la calma. Devo ricordarvi che gli Styx non conoscono pietà e sono soldati che eseguono direttamente i miei ordini. Volter assume lo status di città chiusa.
Ogni tentativo di provocare disordini sarà punito con la massima severità, e vi prego di tenerlo presente.
Vi chiedo inoltre di rispettare il nostro lutto. Ogni evento di massa è vietato e l’attività delle strutture culturali e ricreative sarà limitata ai sensi della normativa sullo stato d’emergenza.
Che Ethenor ci protegga dal male.
Dear subjects! Esteemed citizens and residents of Volter! Dear Sorcerers!
I address you directly to convey information that has shaken me, my family, and the Sorcerer world.
A few hours ago I received news from the United States concerning an accident during a school rafting trip on the Nenana River, near Denali.
In this accident my great-great-grandson, Prince of Volter Fineas Abraxas Volturi—fourth in the line of succession—lost his life.
Proceedings are underway to clarify the circumstances of his death; we also await the Prince’s return home, so that we may mourn him with dignity and lay him to rest.
The security measures implemented in the city are required by the situation; therefore, I am declaring a state of emergency until the remains of my great-great-grandson are brought back.
I ask you to remain calm. I must remind you that the Styx know no mercy and are soldiers carrying out my orders directly. Volter is hereby designated a closed city.
Any attempts to incite unrest will be punished with the utmost severity, and I ask you to remember this.
I also ask you to respect our mourning. All mass events are prohibited, and the operation of cultural and recreational venues will be restricted under the provisions of the state of emergency.
May Ethenor protect us from evil.

Reakcja Volteru i świata po przemówieniu

[edytuj]

Media i internet pękły od informacji. Przemówienie retransmitowano na całym świecie. Volter wręcz huczał od plotek. W sieci pojawiło się zrozumienie wobec zamknięcia miasta i utrudnień. Zmarły chłopiec miał niespełna 16 lat. Powszechnie, gdy umiera młoda osoba, społeczność reaguje bardzo emocjonalnie, a teraz efekt został wzmocniony przez aparat państwa. Amerykańskie media pochwyciły temat i opisywały sytuację księcia Fineasa Abraxasa Volturi. "The New York Times napisał:

Fineas Abraxas zginął mając niespełna 16 lat. W przyszłości miał zostać władcą czarodziejów po pradziadku Abraxasie, dziadku Aro i ojcu Łukaszu. Miałoby to się stać za około 100 lat, ale sytuacja uległa zmianie. Fineas Abraxas jeszcze niedawno był autorem ogromnego skandalu, gdy potajemnie ożenił się z Eufemią Romanow, będącą wówczas w ciąży. Wystawił na szwank sojusz dwóch wielkich rodów: Volturi i Lukanosów. Volturi obalili Lukanosów w 753 roku i pozbawili ich wszystkiego. Teraz mieli dojść do porozumienia po ponad tysiącu lat od tego wydarzenia. Prezydent Donald Trump nazywał ten sojusz "największym zagrożeniem dla bezpieczeństwa Stanów Zjednoczonych"[4].
— M. Colman, Przyszły Król Czarodziejów nie żyje!, "The New York Times", wydanie internetowe, 2 VII 2025

Fox News — prorepublikańska stacja telewizyjna — poświęciła śmierci volterowskiego księcia obszerny materiał w wieczornych wiadomościach. Prowadzący, znany z bezpośredniego poparcia dla prezydenta Donalda Trumpa i jego działań, nie krył oburzenia i od razu postawił pytanie o jurysdykcję: kto ma prawo prowadzić śledztwo na terytorium Stanów Zjednoczonych? Przypomniał widzom, że Volturi od lat traktują prawo międzynarodowe wybiórczo, dlatego — jak stwierdził — nie zdziwi go scenariusz, w którym po prostu wkroczą na amerykańską ziemię i przeprowadzą dochodzenie po swojemu. Sojusz Volturi i Lukanosów nazwał bezpośrednim zagrożeniem dla amerykańskiej potęgi, dodając, że łączenie dwóch wielkich rodów Tytanów należy powstrzymać metodami dyplomatycznymi.

Podczas spływu pontonem zginął przyszły król czarodziejów, Fineas Volturi, w wieku zaledwie 15 lat. Powstaje pytanie, czy Volturi poszanują prawo międzynarodowe, czy też dokonają bandyckiego wkroczenia na nasze terytorium. Tragedia jest tragedią, ale trzeba pamiętać o jurysdykcji terytorialnej, a stan Alaska należy do Stanów Zjednoczonych. Śmierć Fineasa spowodowała komplikacje, nazwijmy je dyplomatycznymi, na linii Volturi–Lukanosów. Te dwa wielkie rody wszechpotężnych tytanów miały zostać połączone właśnie przez zmarłego księcia. Nie żartuję sobie z tej śmierci, ale ten sojusz nie może dojść do skutku! To dla nas zagrożenie i trzeba go powstrzymać — ale tylko i wyłącznie środkami dyplomatycznymi. A nasz Sekretariat Stanu jest najlepszy na świecie[5].
— Fox News, wydanie wieczorne, 2 VII 2025

Prezydent Włoch ogłosił żałobę narodową w dniu pogrzebu księcia. Król Wielkiej Brytanii Karol III wysłał kondolencje Ferdynandowi Volturi, a także rodzicom chłopca. Deukalion Cullen i Dorothea Lukanos, jako seniorzy pozostałych rodów tytanów, zapewnili o dalszym popieraniu sojuszu trzech wielkich rodów w celu ochrony czarodziejek przed współczesną technologią i państwami. Wskazywali, że należy kontynuować starania o połączenie wszystkich trzech rodów w głównych liniach, aby zwiększać liczbę tytanów. Cullenowie i Lukanosi dokonali już połączenia głównej linii: Juliusz Cezar Lukanos-Merowing ożenił się z Vulpeculą Cullen. Teraz pozostało analogicznie połączyć Cullenów z Volturi, a także Lukanosów z główną linią Volturi.

Pierwsze przesłuchanie świadków

[edytuj]

Pan Mitchell dotychczas uważał, że Stany Zjednoczone posiadają najlepsze lotnictwo na świecie, ale to, co zobaczył, wręcz go zaszokowało. Na pustym polu kempingowym, niemal bezgłośnie, wylądował ogromny samolot, a jego silniki były „ruchome”. Wysiadł z niego ogrom ludzi podobnych do tych, którzy pilnowali ciała zmarłego. Na ich czele Pan Mitchell zobaczył mężczyznę ubranego w złoto-czarny strój. Nauczyciel stojący obok pana Mitchella zaczął dygotać na całym ciele. Rozpoznał Wielkiego Sędziego Volteru, Łukasza Volturi, ojca Fineasa Abraxasa. Wielki Sędzia Volteru bezpośrednio podszedł do pana Mitchella. Starszy mężczyzna był pod wrażeniem jego wyglądu — majestatyczny, o zimnych oczach. Nie wyglądał jednak „magicznie”. Do Łukasza Volturi podszedł styks, skłonił się głęboko i powtórzył mu treść wiadomości wysłanej do Volteru, po czym Łukasz Volturi udał się zobaczyć swojego syna. Był z nim sam na sam i mógł przez chwilę nie ukrywać emocji. Pozwolił sobie na krótki płacz; trwało to zaledwie kilka sekund, ponieważ przerwało mu pukanie do drzwi. Łukasz Volturi zaprosił gościa do środka. Styks przyniósł mu szkatułkę z różdżkami. Wielki Sędzia Volteru nie mógł uwierzyć, że czarodziej nie wziął ze sobą różdżki, i zapytał samego siebie, z jakiego powodu jego syn popełnił tak fatalny błąd. Styks przypomniał mu o Aleksandrieju Andrejewie, który mógł umrzeć w każdej chwili. Leżał w drugim pomieszczeniu, podłączony do respiratora. Był tam również lekarz, który nie chciał dopuścić Łukasza Volturi do chłopca. Wielki Sędzia Volteru zlekceważył go i machnął ręką, robiąc sobie przejście. Lekarz został bezwiednie odsunięty. Pan Mitchell stał w drzwiach, ponownie zszokowany tym, że gość nie potrzebuje różdżki, aby rzucać zaklęcia.

Łukasz Volturi powiedział lekarzowi, że będzie chciał przesłuchać chłopca. Rozmówca wyraził ogromne zdziwienie, jak można przesłuchać nieprzytomną i umierającą osobę. Wielki Sędzia Volteru wykazywał więcej cierpliwości niż ktokolwiek w takiej sytuacji. Pan Mitchell w dalszym ciągu stał w progu drzwi i chciał w końcu zaprotestować przeciw zamęczaniu umierającego. Nie zdążył jednak zareagować, bo dokładnie w chwili, gdy miał się odezwać, Łukasz Volturi zatrzasnął mu drzwi przed nosem z taką siłą, że zrobił przewrotkę w tył. Lekarz stanął jak wryty, bo czarodziej trzymał różdżkę w ręku. Wyczarował dużą, pękatą, kryształową butelkę. Podszedł do chłopca i wypowiedział zaklęcie o niezrozumiałej formule, jakby syczał. Z ciała Aleksandrieja zaczęły wydobywać się świetliste iskry. Uformowały kulę, która przypominała model gwiazdy. Łukasz Volturi machnięciem różdżki skierował to do butelki. Lekarz próbował interweniować, gdy parametry życiowe zaczęły niebezpiecznie szaleć, jednak nie mógł się ruszyć z miejsca. Nawet nie zauważył, kiedy został pozbawiony władzy nad nogami. Łukasz Volturi miał mu powiedzieć: "Rozumiem, że chce Pan ratować tego chłopca, ale on nie przeżyje. Ma wiedzę, która pomoże wyjaśnić tę katastrofę. Jego śmierć zabije jego wspomnienia. Trzeba wybrać mniejsze zło i wybrałem za Pana. A teraz wspomnienia są w tej butelce. Pozwól mu umrzeć z godnością[6]". Potem wrócił do górolotu i przesłuchał styksa dowodzącego ochroną Fineasa Abraxasa.

Wielki Sędzia Volteru zadał następujące pytania:

  • Dlaczego chłopcy zostawili różdżki?
  • Dlaczego styksowie na to pozwolili?
  • Gdzie byli w trakcie wypadku?

Według styksa, to chłopcy postanowili schować różdżki w tajemnicy przed opiekunami z niewiadomych mu przyczyn, aczkolwiek zachęcony przez Łukasza Volturi wyraził swoje osobiste zdanie. Wydawało mu się, że Fineas Abraxas chciał sprawdzić swoje możliwości podczas spływu. Mógłby być to także element powrotu do normalnego życia. Drugie pytanie sprawiło mu największy problem. Nie potrafił jednoznacznie odpowiedzieć na nie. Młody książę nagle nabrał większej ciężkości niż dotychczas. Chodziło mu o przyrost mocy, taki bardzo gwałtowny. To spowodowało z kolei, że nie mogli mu powiedzieć "nie". Wręcz wyczuwali strach przed wyrażeniem jakiegokolwiek sprzeciwu. Rozkaz Izabeli był jasny, ale rozkaz Fineasa został wzmocniony faktem, że znajdował bezpośrednio przy nich a jego matka pozostała w Volterze. Wielki Sędzia Volteru zrozumiał bardzo ważną rzecz - Fineas Abraxas uzyskał większą władzę nad styksami, bo nagle jego moc magiczna uległa wzmocnieniu. To też wyjaśniało odpowiedź na trzecie pytanie. Musieli go po prostu wykonać. Przetransportować ich rzeczy i ich pilnować. Wykonywanie obchodów pozostało w mocy, bo Fineas Abraxas nie miał świadomości o ich istnieniu. Łukasz Volturi zdecydował, że styksowie nie złamali rozkazu Izabeli. Wykonywali rozkazy księcia i na tym etapie to on jest odpowiedzialny za stan rzeczy. Musiał teraz mocno trzymać się profesjonalizmu, bo łatwo uczucia mogło go ponieść w obarczeniu syna odpowiedzialnością na śmierć wszystkich. Teraz należało ustalić co dokładnie wpłynęło na pozostawienie różdżek i jakie to miało konsekwencje, a dopiero potem przejść do rozmów z nauczycielami i Panem Mitchellem. Łukasz Volturi wiedział, że działa w samopas i łamie amerykańskie prawo, ale był gotowy na to ryzyko, nawet kosztem konfrontacji, dlatego zabrał ze sobą żołnierzy rodu.

Zanim jednak przeszedł do rozmowy z żywymi, musiał zobaczyć wspomnienia Aleksandrieja Andrejewa. Była to trudna operacja, bo niemal niemożliwe jest odróżnienie fikcji od prawdy. Łukasz Volturi musiał zaryzykować. Otworzył butelkę i wypowiedział zaklęcie. Znalazł moment, w którym po raz pierwszy pada propozycja pozostawienia różdżek. Prowodyrem nie był Fineas Abraxas, a właśnie Aleksandriej. Ta cząstka wspomnienia niosła negatywne emocje w stosunku do jego syna. Intencją Aleksandrieja było postawienie księcia Volteru w bardzo niewygodnej pozycji. Ostatecznie to jednak Fineas Abraxas zaproponował pozostawienie różdżek i wydał nawet skuteczne rozkazy styksom. To zrobiło na Andrejewie wrażenie, ale dalej miał nadzieję, że Fineas skompromituje się na oczach pozostałych kolegów. Od zawsze był zazdrosny o jego popularność. Łukasz Volturi widział ostatnie akty tragedii: wielkie, spienione fale, rwący nurt i ich strach. Aleksandriej bał się bardzo. Fineas Abraxas Volturi dotknął jego ramienia i poczuł, jak napełnia go moc — ale jakaś nienaturalna. Nie potrafił tego wytłumaczyć, a Łukasz Volturi nie drążył. Interesowała go postawa i czynności Tytusa Aulele. Bardzo mocno przykładał się do obowiązków, ale brakowało mu doświadczenia w pracy z grupą młodzieży. Próbował ratować grupę, ale żywioł był zdecydowanie mocniejszy. Ostatnie, co chłopiec zobaczył, to próba wylewitowania pontonu na półkę skalną i wystrzelenie czerwonych iskier na pomoc. Ponton wraz z nimi runął do wody. Widział wystrzelenie iskier w powietrze, a gdy masy wody obracały go we wszystkie strony, nastąpiła ponowna próba, ale różdżka wbiła się w oko opiekuna. Gdy Łukasz Volturi skończył przegląd, wziął od styksów notatki. Nie chciał, aby cokolwiek mu umknęło, dlatego pięciu żołnierzy robiło zapiski z tego, co widzieli. To, co zobaczył, zaktualizowało jego stan wiedzy. Bardzo żałował, że syn wpadł w sidła fałszywego przyjaciela, ale ponownie wziął się w garść. Jeśli w dalszym ciągu w ciele Tytusa Aulele tkwi różdżka, będzie mógł sprawdzić, jakie zaklęcia rzucił i jaką miały moc. Otrzyma również odpowiedź na istotne pytanie, czy chłopcy skazali się na śmierć, pozostawiając jedyne narzędzie ochrony.

Wielki Sędzia Volteru teleportował się bezpośrednio do chłodni, w której znajdowały się ciała. Obok nich były zapasy żywności na kilka miesięcy. Wzbudziło to w nim ogromny niesmak, ale w końcu byli na głuszy i brakowało tu wszystkiego, do czego turyści są przyzwyczajeni. Nie chciał, aby ktokolwiek widział, co zamierza zrobić. Bezczeszczenie zwłok nie jest w żaden sposób akceptowane przez niemal wszystkie kultury świata. Łukasz Volturi wyciągnął różdżkę i za jej pomocą szukał szczątków tej należącej do Tytusa. Rdzeń tkwił w oku, korpus w gardle, a końcówka w sercu. Łukasz Volturi musiał rozcinać ciało, aby wydobyć poszczególne części. Gdy je wydobył, rotowały i obracały się wokół własnej osi nad klatką piersiową zmarłego. Kapała z nich krew. Zauważył, że mimo chłodzenia zwłoki zaczęły śmierdzieć. Rozkład nastąpił dziwnie szybko, ale wyjaśnienie tego nie było jego intencją. Próbował teleportować z powrotem do górolotu, lecz nie był pewny, czy różdżka „pójdzie” razem z nim. Zaryzykował. Na szczęście udało się. Kolejnym krokiem było złożenie różdżki. To również nie było łatwe, ale musiał to zrobić. Ponownie próba się powiodła. Szybko zmusił różdżkę do pokazania ostatnich zaklęć. Fokus faktycznie dwukrotnie wystrzelił iskry. Było to słabe zaklęcie, bo ledwie starczyło mu na nie mocy. Wielkie zasoby energii zużył na bombardowanie fal i wytworzenie huraganu. Żywioł pokonał zaklęcie, które było naprawdę bardzo silne. Łukasz Volturi szacował, że sam mógłby nie zdołać odeprzeć tego tak szybko, jakby chciał. Wysnuł wniosek, że chłopcy nie daliby rady rozbić fal.

Rozmowa Łukasza Volturi z Panem Mitchellem i konflikt z szeryfem

[edytuj]

Pan Mitchell obserwował, jak styksowie budują jakiś dom w prawym kącie jego pola kempingowego. Był całkiem spory, bo miał 10 na 10 metrów. Pracę wykonywali szybko i to bez zaprawy. Za pomocą magii podnosili kamienne głazy z pobliskiego brzegu i układali je na sobie po oszlifowaniu oraz dopasowaniu kształtu. Bardzo mu się nie podobało, że niszczą jego własność, ale panicznie bał się, że ten ważniak, który przybył, zrobi mu krzywdę. Od kilku godzin czekał na szeryf panią Burrows. Była mocno spóźniona, ponieważ wolała karać mandatami turystów niż zajmować się wezwaniami dotyczącymi śmierci ludzi. Słynęła również w całej okolicy ze swojego temperamentu. Łatwo wybuchała, a jej mąż — lokalny sędzia — zawsze jej ulegał i ogłaszał takie wyroki, jakie jej pasowały. Uczniowie wraz z nauczycielami zniknęli z dworu. Kolację zjedli w swoich pokojach. Atmosfera była gęsta i „pachniała” przerażeniem. Pan Mitchell spodziewał się przesłuchania. Chciał mieć to od razu z głowy. Zebrał w sobie odwagę. Podreptał w stronę Górolotu. Przed wejściem na pole styksowie go zatrzymali, a on poprosił o spotkanie z Wielkim Sędzią Volteru. Po chwili oczekiwania wrócił styks. Poprosił pana Mitchella o złapanie go za ramię. Po chwili wahania się to zrobił. Świat zawirował, aż mu się wnętrzności skręciły. W tej samej sekundzie znalazł się we wnętrzu Górolotu, przed wielkimi ozdobnymi drzwiami. Zapukał w nie po chwili powtórnego zawahania. Otworzyły się same na oścież.

Łukasz Volturi siedział za biurkiem i wskazał gościowi miejsce naprzeciwko siebie. Wokół nich latał serwis do herbaty. Pan Mitchell długo się nie odzywał, dlatego rozmowę zaczął gospodarz Górolotu. Wyjaśnił swoje zamiary: chciał porozmawiać o tym, skąd wzięła się tak gwałtowna powódź, czy pan Mitchell wie lub podejrzewa, co mogło się stać, oraz jakie zabezpieczenia wyprawy zapewnił. Ten ostatni element wzbudził w staruszku ogromny niepokój. Zaczął wyjaśniać, że pierwszy etap kończy się na polanie zabezpieczonej barierami przed zwierzętami. Zapewnił, że bariera zawsze działała i nigdy nie doszło tam do zalania. Dodał szybko, że ta powódź to jakaś anomalia albo katastrofa naturalna. Wyraził współczucie z powodu śmierci Fineasa Abraxasa. Próbował pocieszyć Łukasza Volturi, mówiąc mu, że niedawno zmarł kolega, który akurat odpowiadał za te bariery. Łukasz Volturi zapytał o datę śmierci. Otrzymał odpowiedź, że stało się to 29 czerwca, natomiast maila pan Mitchell dostał dopiero 1 lipca. Wielki Sędzia Volteru zapisał coś na kartce po włosku i zwrócił się do niego poważnym głosem: "Muszę Panu powiedzieć, że bariera wyczarowana przez czarodzieja traci swoją moc w chwili śmierci twórcy. A zatem ta polana nie była chroniona od 29 czerwca. Zdaję sobie sprawę, że mógł tego nie wiedzieć.[7]". Pan Mitchell tylko skinął głową. Niby nie był odpowiedzialny za śmierć uczniów, ale pozostawał odpowiedzialny za niezapewnienie im bezpieczeństwa. Te rozterki zauważył Łukasz Volturi, który zapewnił go, że nie ma zamiaru pociągać go do odpowiedzialności. To była jedna z cząstek przyczyny śmierci jego syna, ale nie decydująca. Poprosił pana Mitchella o towarzyszenie następnego dnia w locie nad trasą spływu. Starszy pan zgodził się, jednak w tym momencie wszedł styks i powiedział, że jakaś policjantka robi awanturę przy wejściu na pole kempingowe i wyciągnęła różdżkę. Łukasz Volturi poprosił swojego gościa o to, by złapał go za ramię. Staruszek wiedział, co będzie temu towarzyszyło, dlatego wstrzymał oddech. W tej samej chwili ponownie znalazł się na zewnątrz, ale tym razem nie czuł żadnych dolegliwości związanych z teleportacją. Pięć metrów od nich stała wysoka, przysadzista kobieta z wyraźnie za małym mundurem szeryfa.

Pani Burrows od razu zaczęła krzyczeć w stronę Łukasza Volturi: „jak śmie parkować takie gówno na jej terenie”, „kim on jest, że tu się panoszy”. Wielki Sędzia Volteru był naprawdę zaskoczony grubiaństwem szeryf. Miał na sobie złoto-czarny strój z emblematami władzy sądowniczej; jako czarodziejka powinna to rozpoznać. Próbował uspokoić sytuację, wyjaśniając, po co tu jest, ale nie mógł dojść do słowa. Cały czas mu przerywała, wymachując przy tym różdżką. Nie przeszkadzał jej fakt, że naprzeciwko niej stało około stu styksów. Liczyła się tylko ona i jej pokazowe zachowanie. Grała rolę w nieistniejącym filmie. Zmniejszała dystans do Wielkiego Sędziego Volteru, zadając pytania: „Podaj podstawę prawną działania, skąd jesteś”. Nie czekała na odpowiedź. Pan Mitchell, z początku bardzo mocno zażenowany, a teraz już zawstydzony, w końcu jej przerwał. Obok nich stanął zaciekawiony turysta i nagrał film, który potem przekazał Łukaszowi Volturi:

-Pani szeryf Burrows, na litość, mamy tu tragedię, zginęło siedmiu młodych...- zaczął mówić Pan Mitchell wyraźnie zdenerwowany
-A ja Ciebie aresztuję za marnowanie mojego czasu, stary niedojdo - przerwała mu Pani Burrows. Od razu zaczęła iść w jego stronę, w jednej ręce wciąż wymachując różdżką, a w drugiej trzymała kajdanki
-A na jakiej podstawie prawa Stanów Zjednoczonych chce Pani to zrobić, co? - zapytał Łukasz Volturi z wyraźną kpiną w głosie. Cały czas też obserwował różdżkę
-Słuchaj ty no...- zaczęła szeryf, szukając odpowiedniej obelgi - Postanowiłam tak, więc tak jest, ale możesz się odwołać do mojego męża - i z głosem wyrażającym więcej obelg dodała - na pewno mi to przyklepie pan sędzia...hahahaha
-Pani szeryf Burrows, zginęło siedmiu chłopców, czarodziejów tak jak Pani - próbował jeszcze raz Łukasz Volturi, coraz bardziej zdenerwowany - wśród nich jest syn Wielkiego Sędziego Volteru...
-Koleś, daj se siana. Zginęli - trudno. Spiszę protokół i dam ci znać, a teraz wynocha, a ty, Mitchell, idziesz do pierdla
-Pani szeryf...- zaczął Łukasz Volturi, ale szeryf wskazała różdżką w jego stronę
-Incarcerus - zapiszczała teatralnie - Ty bydlakuuuu! - dodała z pogardą

Łukasz Volturi złapał zaklęcie w jednej dłoni i je zgniótł. Otworzył ją i zdmuchnął pył. Szeryf stała jak wryta. Po raz pierwszy widziała taki pokaz magii. Dopiero teraz przyjrzała się człowiekowi, który stał przed nią. Coś jej to przypominało, ale nie wiedziała co. To zamyślenie przerwał Łukasz Volturi, mówiąc do niej, że teraz pokaże jej to samo zaklęcie. Zamiast lin pojawiły się ciężkie łańcuchy, które oplotły ją od stóp po szyję, uniemożliwiając jakikolwiek ruch. Podszedł do niej i przemówił oficjalnym głosem:

Język Polski Język Angielski Język Włoski
My, Wielki Sędzia Volteru Łukasz Volturi, na podstawie umowy pomiędzy Świętym Wielkim Rodem Volturi a Stanami Zjednoczonymi, postanawiamy:

1. Przejmujemy śledztwo w sprawie śmierci Fineasa Abraxasa Volturi, Aleksandrieja Andrejewa, Fokusa Aulele, Karola Modzielewskiego, Martina Blacka, Jamesa McDonnagela, Albusa Mayera oraz Karla Schmidta, na podstawie oświadczenia szeryf okręgu Denali, która zrzekła się prawa do prowadzenia śledztwa.
2. Aresztujemy Panią Burrows, szeryf okręgu Denali, w związku z dokonaniem ataku czarodziejskiego na Wielkiego Sędziego Volteru.
3. Skazujemy Panią Burrows, szeryf okręgu Denali, na okres 100 (stu) dni pozbawienia wolności w więzieniu dla czarodziejów w Azkabanie.

We, the Great Judge of Volter, Luke Volturi, acting pursuant to the agreement between the Holy Great House of Volturi and the United States of America, hereby decree:

1. We assume jurisdiction over the investigation into the deaths of Phineas Abraxas Volturi, Aleksandriej Andrejew, Fokus Aulele, Karol Modzielewski, Martin Black, James McDonnagel, Albus Mayer, and Karl Schmidt, on the basis of a declaration by the Sheriff of the Denali District, who has formally relinquished the right to conduct said investigation.
2. We order the arrest of Ms. Burrows, Sheriff of the Denali District, in connection with a magical assault carried out against the Great Judge of Volter.
3. We sentence Ms. Burrows, Sheriff of the Denali District, to a term of 100 (one hundred) days of imprisonment in the wizarding prison of Azkaban.

Noi, Grande Giudice di Volter, Luca Volturi, in virtù dell’accordo tra il Sacro Grande Casato dei Volturi e gli Stati Uniti d’America, decretiamo quanto segue:

1. Assumiamo la competenza sull’indagine relativa alla morte di Fineas Abraxas Volturi, Aleksandriej Andrejew, Fokus Aulele, Karol Modzielewski, Martin Black, James McDonnagel, Albus Mayer e Karl Schmidt, sulla base della dichiarazione dello sceriffo del Distretto di Denali, che ha formalmente rinunciato al diritto di condurre l’indagine.
2. Ordiniamo l’arresto della signora Burrows, sceriffo del Distretto di Denali, in relazione a un attacco magico perpetrato contro il Grande Giudice di Volter.
3. Condanniamo la signora Burrows, sceriffo del Distretto di Denali, alla pena di 100 (cento) giorni di reclusione nel carcere per maghi di Azkaban.

Styksowie zabrali panią Burrows i teleportowali się w nieznane miejsce. Łukasz Volturi potwierdził panu Mitchellowi, że następnego dnia rano polecą sprawdzić trasę spływu. Podziękował wszystkim, życzył dobrej nocy i wrócił do Górolotu.

Dzień trzeci, 2 lipca

[edytuj]

Volturi tego dnia odbyli oficjalne rozmowy dyplomatyczne z Białym Domem, równocześnie Łukasz Volturi sprawdzał każdy punkt trasy spływu. Volter stał się cichym, smutnym miejscem. Metropolia czekała na powrót zmarłego księcia, a z kolei inni gdzieś na świecie drżeli o swoje życie. Pani Burrows faktycznie została osadzona w więzieniu dla czarodziejów. Szybko okazało się, że jej siła była tylko na pokaz w obliczu grozy Azkabanu.

Rozmowa Dioklecjana Volturi z Donaldem Trumpem

[edytuj]

Ambasador Volturi w Stanach Zjednoczonych już dnia uprzedniego próbował porozmawiać z prezydentem Donaldem Trumpem, jednakże ten nie był zainteresowany. Książę Dioklecjan Volturi (ur. 1960) pisał do władcy czarodziejów, że będzie to bardzo trudna rozmowa ze względu na poglądy amerykańskiego przywódcy i jego bardzo negatywny stosunek do czarodziejów. Ambasadora spotkał afront, jednak już rano, o godzinie dziewiątej, otrzymał odpowiedź Sekretariatu Stanu, że prezydent przyjmie go na godzinę dziesiątą. Spotkanie, mimo napiętej atmosfery, odbyło się w Gabinecie Owalnym. Donald Trump przywitał go z niezbyt przyjazną miną, podał mu rękę, szarpiąc jego ramię. Gdy usiedli, ambasador próbował streścić, co jest ambasadzie wiadome na temat wypadku czwartej osoby w linii sukcesyjnej. Donalda Trumpa to nie interesowało. Rzucił mu papiery na stół i zapytał: „Co to jest do cholery?!”. Dioklecjan zapoznał się z dokumentem. Pochodził z okolic Okręgu Denali i dotyczył skazania pani Burrows na więzienie w Azkabanie. Absolutnie nie wiedział, o kogo chodzi. Przede wszystkim nie był to przedmiot jego wizyty. Próbował wrócić do pierwotnego tematu rozmowy. Zapewnił prezydenta, że ambasada dokładnie przyjrzy się sprawie. Donald Trump nie ustąpił i zażądał wyjaśnienia, dlaczego — jak to określił — „Wielki Sędzia czegoś tam” zrobił coś takiego. Nie chciał odpowiadać na pytania o zastosowanych podstawach prawnych. Przez dziesięć minut rozmowa stała w tym samym miejscu, aż do czasu, gdy wiceprezydent James Vance zaproponował, że Wielki Sędzia Volteru przyjdzie na spotkanie w Białym Domu i wyjaśni wątpliwości. Trump i Volturi zgodzili się na to.

Ambasador podjął sprawę śmierci księcia Fineasa Abraxasa. Przypomniał wszystkim, że była to czwarta osoba w linii sukcesyjnej i sprawa ma charakter międzynarodowy. Jej śmierć na terenie Stanów Zjednoczonych spowodowała, że jurysdykcyjnie sprawa należy do rodu Volturi. W dalszym wywodzie uzasadnił to bardzo prosto: zmarł bezpośredni potomek władcy czarodziejów, przyszły król i syn Wielkiego Sędziego Volteru. Sprawa miała zatem charakter najwyższej wagi politycznej. Przypomniał również, że prezydent Stanów Zjednoczonych John Tyler wraz z Kongresem wyrazili zgodę na volterowską supremację w sprawach śmierci Volturi na terytorium Stanów Zjednoczonych, i podkreślił jej obowiązywanie do dnia dzisiejszego. Prezydent Donald Trump próbował mimo to poruszyć kwestię jurysdykcji. Skoro zginął nie tylko Fineas, to sprawa podlega władzom amerykańskim. Ambasador zgodził się z tym i wyraził nadzieję, że tak jest. Miał jednak dziwne przeczucie, że stało się tam coś jeszcze — i stąd ten dokument. Wywnioskował również bardzo ważną kwestię: służby federalne nie przybyły na miejsce katastrofy. Wzbudziło to ogromny niepokój. W świat poszła informacja o przyszłym królu czarodziejów na terenie Stanów Zjednoczonych, a służby nie zareagowały. Prezydent Donald Trump chciał zakończyć tę rozmowę. To Łukasz Volturi był jego celem, ale mimo to ambasador zadał ostatnie pytanie: jak zareagowały służby federalne. Nie uzyskał żadnej odpowiedzi poza tym, że to bardzo trudny teren i pewnie są w drodze.

Po zakończeniu rozmów powiadomił Łukasza Volturi o jej przebiegu i napisał depeszę do Volteru:

Język Polski Język Angielski Język Włoski
W dniu trzeciego lipca 2025 roku odbyłem rozmowę z prezydentem Stanów Zjednoczonych Donaldem Trumpem i wiceprezydentem Jamesem Vancem. Amerykański przywódca nie wyraził zainteresowania śmiercią czwartej osoby w linii sukcesyjnej. Podnosił natomiast temat szeryf okręgu Denali, pani Burrows. Po sprawdzeniu udało mi się ustalić następujące fakty: pan Burrows, jej małżonek, jest czynnym członkiem Partii Republikańskiej i bliskim współpracownikiem prezydenta Trumpa. Prywatnie to sędzia zatwierdzający wyroki zgodnie z wolą małżonki. W Gabinecie Owalnym próbowano mnie zmusić, abym odniósł się do aresztowania tej kobiety. Ustaliłem, że strona amerykańska dowiedziała się o tym w dniu wczorajszym o godzinie 22:34. Można domniemywać, że prezydent Donald Trump został powiadomiony jedynie o fakcie aresztowania przez męża osadzonej w Azkabanie. Przekazano mi wybrakowaną dokumentację. Nie zawierała ona wyroku.
Prezydent Donald Trump zażądał rozmowy z Wielkim Sędzią Volteru. Proszę o odbycie spotkania. Stanowi to ważny element bezpieczeństwa rodu Volturi. Odbierze to mediom prorepublikańskim możliwość tworzenia narracji o agresji ze strony Wielkiego Sędziego Volteru. Nasza narracja musi opierać się na umowie zawartej w 1844 roku pomiędzy prezydentem Stanów Zjednoczonych Johnem Tylerem oraz Kongresem Stanów Zjednoczonych a Wielkim Mistrzem rodu Volturi i władcą czarodziejów Lucjuszem Volturi.
On the 2 July 2025, I held a meeting with the President of the United States, Donald Trump, and the Vice President, James Vance. The American leader expressed no interest in the death of the fourth person in the line of succession. Instead, he raised the matter of the Sheriff of the Denali District, Ms. Burrows. Upon verification, I established the following facts: Mr. Burrows, her spouse, is an active member of the Republican Party and a close associate of President Trump. In private life, he is a judge who approves rulings in accordance with the will of his wife. In the Oval Office, attempts were made to compel me to address the arrest of this woman. I determined that the American side became aware of this matter yesterday at 22:34. It may be presumed that President Donald Trump was informed solely of the fact of the arrest by the husband of the individual imprisoned in Azkaban. The documentation provided to me was incomplete and did not contain the sentence.
President Donald Trump demanded a meeting with the Great Judge of Volter. I request that such a meeting take place. This constitutes an important element of the security of the House of Volturi. It will deprive pro-Republican media of the ability to construct a narrative of aggression on the part of the Great Judge of Volter. Our narrative must be based on the agreement concluded in 1844 between John Tyler, President of the United States, and the Congress of the United States, and Lucjusz Volturi, Great Master of the House of Volturi and ruler of the Sorcerers.
In data 2 luglio 2025 ho tenuto un colloquio con il Presidente degli Stati Uniti, Donald Trump, e con il Vicepresidente James Vance. Il leader americano non ha manifestato alcun interesse per la morte della quarta persona nella linea di successione. Ha invece sollevato la questione dello sceriffo del Distretto di Denali, la signora Burrows. A seguito delle verifiche ho accertato i seguenti fatti: il signor Burrows, suo coniuge, è un membro attivo del Partito Repubblicano e uno stretto collaboratore del Presidente Trump. Nella vita privata egli è un giudice che approva le sentenze conformemente alla volontà della moglie. Nello Studio Ovale si è tentato di costringermi a pronunciarmi sull’arresto di tale donna. Ho stabilito che la parte americana è venuta a conoscenza della vicenda nella giornata di ieri alle ore 22:34. Si può presumere che il Presidente Donald Trump sia stato informato unicamente del fatto dell’arresto dal marito della persona detenuta ad Azkaban. La documentazione trasmessami risultava incompleta e non conteneva la sentenza.
Il Presidente Donald Trump ha richiesto un colloquio con il Grande Giudice di Volter. Chiedo che tale incontro abbia luogo. Ciò costituisce un elemento importante per la sicurezza della Casa dei Volturi. Esso priverà i media filo-repubblicani della possibilità di costruire una narrazione di aggressione da parte del Grande Giudice di Volter. La nostra narrazione deve fondarsi sull’accordo concluso nel 1844 tra John Tyler, Presidente degli Stati Uniti, e il Congresso degli Stati Uniti, e Lucjusz Volturi, Grande Maestro della Casa dei Volturi e sovrano dei maghi.

Badanie wypadku

[edytuj]

Łukasz Volturi wraz z panem Mitchellem o godzinie 9:30 wyruszył w drogę odwrotną do szlaku spływu. Pierwszym celem było bezpośrednie miejsce katastrofy. Należało ocenić je wizualnie — zarówno z perspektywy amatora, jak i eksperta — oraz określić, jakie szanse na przeżycie mieli uczniowie w tych warunkach. Kolejnym punktem była półka skalna, na której schronili się, zanim zaczęła zalewać ich woda. Konieczne było również zbadanie, czy dzikie zwierzęta przekroczyły bariery po 29 czerwca, co wymusiło ewakuację. Na samym końcu należało sprawdzić punkt startowy. Łukasz Volturi zapisał, że w planach jest także lot w górę rzeki w celu zbadania przyczyn wystąpienia katastrofy naturalnej. Na pokładzie Górolotu znajdowali się geolog Felix Giunno z Uniwersytetu w Volterze oraz mistrz świata w kajakarstwie Paolo Rimmo.

Miejsce katastrofy
[edytuj]

Górolot leciał bardzo wolno, jak na swoje możliwości, na miejsce katastrofy. Wielki Sędzia Volteru chciał, aby pan Mitchell się zaaklimatyzował. Starszy mężczyzna wyglądał na bardzo zaniepokojonego. W pewnym momencie sam wypalił o swoim strachu: nie słyszy silnika, nic nie trzęsie, nie czuć ruchu. Wspomniał, że walczył w Wietnamie i bardzo nie lubi latać. Łukasz Volturi podziękował mu za udział w tym locie. Była to chwila intymna, bo obaj panowie byli sami. Pan Mitchell w końcu zapytał, jak się czuje w obliczu tej katastrofy. Łukasz Volturi otarł oczy chusteczką. Miał lekko rozdygotany głos. Starszy pan sam potem aż płakał. Dowiedział się, że syn sprawił mu wiele problemów i nadszarpnął dobre imię rodu. Dotyczyło to zwłaszcza danego słowa - małżeństwo syna i Nike Lukanos. Rodzina traktowała go niezwykle brutalnie i niemal odcięła od siebie. Fineas Abraxas zbłądził. Spłodził dzieci i musiał się ożenić, aby nie zmarły. Wszystko robił w ciszy, aby móc potem spełnić warunki sojuszu. Łukaszowi załamał się głos, gdy powiedział, czego najbardziej żałuje: jego ostatnimi słowami do syna nie było „kocham cię”. Na koniec powiedział ważne zdanie: obecnie jest urzędnikiem i wykonuje czynności zgodnie z prawem czarodziejów. Fineas Abraxas był jednym z kardynalnych elementów ustroju świata czarodziejów jako przyszły przywódca. Rozmowę przerwało przyjście styksa. Poinformował ich o dotarciu na miejsce katastrofy.

Zeszli na dół do geologa i kajakarza na podest. Zaczął delikatnie opadać. Na krawędziach materializowała się szklana ściana do wysokości prawie metra jako zabezpieczenie przed rozbryzgnięciami wody. Ich oczom ukazał się rozszalały żywioł. Bystrze miało szerokość kilku metrów. Pan Mitchell aż przeklął z przerażenia. W tym miejscu absolutnie nie wolno było próbować przepłynąć. Głośno to powiedział. Zdanie to potwierdził mistrz kajakarstwa. Łukasz Volturi skierował platformę ku półce. Zauważył na niej kamerę. Nie ryzykował wypadnięcia i wziął ją za pomocą zaklęcia. Odtworzył przeraźliwy film. Fokus Aulele walczył o każdą sekundę życia. Użyte zaklęcie bombardujące na bystrzu było bardzo potężne, a mimo to nie zadziałało. Pan Mitchell jako pierwszy zobaczył tę część nagrania. Pokiwał tylko głową. Mistrz kajakarstwa aż zaśmiał się. Skomentował to w ten sposób "Nigdy w życiu.". Geolog wyjaśnił, dlaczego to bystrze jest bardzo niebezpieczne. Po obu bokach są ogromne kamienie w całości ukryte pod wodami zawężające koryto rzeki. To powoduje przyspieszenie jej nurtu. Dodatkowo dno ma kształt poziomej rynny pomiędzy wielkimi kamieniami. Na tym krótkim odcinku musi być kilka takich formacji.

Łukasz Volturi musiał wykluczyć kwestię braku różdżek jako kluczowego dowodu obciążającego Fineasa Abraxasa i pozostałych. Nie zdradzając prawdziwego celu, zaproponował, aby każdy spróbował rzucić zaklęcie bombardujące fale, a potem zrobi to na raz cała trójka. Jako pierwszy był Felix Giunno. Nigdy nie używał tego zaklęcia, dlatego nurt niezauważenie pochłonął jego moc. Paolo Rimmo naprawdę przyłożył się do próby. Powstała druga fala, ale nie miała odpowiedniej siły, by zniwelować napór natury. Wielki Sędzia Volteru skupił się. Jego zaklęcie głośno huknęło w wodę. Powstała kilkumetrowa fala, ale znów wygrał nurt, a fala ostatecznie „popłynęła” dalej. Nawet gdy we trzech użyli zaklęcia, efekt był ten sam. Wniosek był jeden: to miejsce jest nie do pokonania. Kwestia braku różdżek przestała mieć jakiekolwiek znaczenie.

Platforma uniosła się z powrotem i wróciła na swoje miejsce. Górolot poleciał dalej.

Występ skalny i kwestia obozu
[edytuj]

Lot do drugiego punktu na mapie przebiegł szybko i sprawnie. Cała czwórka czekała przy platformie na dotarcie do celu. Zajęło to dwie minuty. Geolog wyjaśniał, że ten występ skalny to zaledwie czubek większej formacji zwanej głową cukru[8]. Sięga ona nawet kilku metrów w głąb ziemi. Na jej szczycie zobaczyli namiot chłopców. To tutaj spędzili ostatnią noc i stąd ewakuowali się. Łukasz Volturi sposępniał. To miejsce mogło dać im szansę na przeżycie. Musiało być bardzo niebezpiecznie, skoro wskoczyli w groźny nurt Nenany. Polecieli platformą bliżej, by przypatrzyć się temu miejscu. Na skałach było widać delikatne żłobienia, zaledwie czterdzieści centymetrów od namiotu. Rzeka była tak potężna, że w ciągu jednej nocy „zaznaczyła” w granicie miejsce maksymalnego zasięgu. Wyglądało na to, że Fokus obawiał się zmycia obozu i próbował uciec. Łukasz Volturi jako jedyny zszedł na występ skalny. Wokół niego szalała woda, ale on wpatrywał się w dal, w stronę miejsca śmierci syna. „To tu mogli przeżyć” — pomyślał. Próbował zrozumieć strach chłopców. Każda kolejna decyzja powodowała zbliżanie się do śmierci. Wyciągnął różdżkę i zaczął pisać na skałach inicjały: F.A.V., czyli Fineas Abraxas Volturi. Chciał w ten sposób oznaczyć ostatnie miejsce spokoju syna. Wrócił na platformę, wiedząc, że zabici znaleźli się w sytuacji bez wyjścia i nie mogli przewidzieć tego, co tu teraz zastali. Wybrali rozwiązanie, które wówczas wyglądało na mniejsze zło. Jaka to była straszna pomyłka.

W milczeniu wrócili do Górolotu i polecieli na miejsce pierwotnego obozu, zabezpieczonego barierami.

Obozowisko
[edytuj]

Trzeci punkt na mapie znajdował się dużo dalej niż poprzednie. Górolot wyraźnie przyspieszył. Łukasz Volturi chciał zweryfikować swoją tezę. Potrzebował do tego tylko jednego eksperta. Na platformie znalazł się z panem Mitchellem. Starszy mężczyzna zauważył, że woda nie mogła być powodem ucieczki. Do granicy obozu brakowało ponad dziesięciu metrów. Wyjaśnił, że zaklęcie bariery zawsze rzucano wokół obmurowanego terenu. Raz na miesiąc je odnawiano ze względu na obecność niedźwiedzi. Wewnątrz znaleźli jednak ślady zwierząt. Pan Mitchell rozpoznał wśród nich te należące do niedźwiedzia. Łukasz Volturi przykucnął przy murku. W jednej ręce trzymał różdżkę, a drugą, jakby szukał niewidzialnej ściany. W rzeczywistości badał pozostałości bariery. Mur przesiąkł magią i można było wyczuć wyraźny ślad, który w żaden sposób nie zapewniał ochrony. Wyciągnął wniosek, że bariera była regularnie odnawiana. Ich rozmyślenia przerwał hałas zza krzaków. Ku przerażeniu pana Mitchella pojawił się ogromny samiec niedźwiedzia. Łukasz Volturi delikatnie pociągnął staruszka w stronę platformy. Trzymał wysoko różdżkę. Gdy niedźwiedź tylko próbował podejść, błysnęło zielone światło. Zwierzę padło. Łukasz Volturi zabił je zaklęciem uśmiercającym.

Wielki Sędzia Volteru przyznał rację Fokusowi Aulele. Musiał się ewakuować z tego miejsca. Chłopcy nie posiadali różdżek i mogli nie mieć dość siły, aby zabić niedźwiedzia. Wątpił też, że sam ich opiekun byłby w stanie to zrobić. Powódź nie stanowiła powodu ucieczki. Brak bariery wynikał z niewiedzy o śmierci jej twórcy. Odpowiedzialność spadała na właściciela. Pan Mitchell został ukarany nie przez prawo, lecz przez świadomość śmierci chłopców. Obaj wrócili do Górolotu.

Punkt startowy
[edytuj]

Przedostatni punkt lotu nie budził wątpliwości natury śledczej. Cała czwórka wysiadła na niedalekiej polanie, gdzie wylądował Górolot. Zobaczyli zupełnie zniszczony pomost. Łukasz Volturi zrobił wyrwę w murku, aby woda mogła wrócić do koryta. Pan Mitchell zasępił się jeszcze bardziej — to był faktyczny koniec jego biznesu. Stracił całą bazę i teraz musiał na nowo wymyślić sposób na życie. Zauważył też bardzo niepokojącą rzecz: woda dotarła do linii ochronnej z drzew. Drzewa miały zmniejszać impet nurtu w razie większej powodzi. Poziom wody za murkiem wyglądał tak, jakby nadal był taki sam jak przed zrobieniem wyrwy. Geolog zasugerował, aby pójść dalej i zobaczyć, co się tam dzieje. Dla bezpieczeństwa przywołano platformę. Kilkadziesiąt metrów powyżej odkryli niewielkie strumyki. Pan Mitchell twierdził, że dwa tygodnie temu ich tu nie było. Natychmiast wrócili do Górolotu. Wyglądało to jak zapowiedź kolejnej katastrofy.

Pęknięcie katarakty
[edytuj]

Górolot rozpędził się do kilkuset kilometrów na godzinę. Mogła pęknąć naturalna zapora na rzece i nikt tego nie zauważył, aż wydarzyła się katastrofa. Łukasz Volturi nie znał się na tym temacie, dlatego liczył na geologa. Przydałby mu się też hydrolog, lecz nie było go na pokładzie. Pan Mitchell dotknął go w ramię, aby zwrócić uwagę na to, co zobaczył. W miejscu wąskiego wejścia do odnogi Nenany była teraz wielka wyrwa. Wcześniej znajdowały się tam liczne progi skalne. Pan Mitchell powiedział wszystkim, że były granitowe. Wydawały się niezniszczalne. Geolog wyjaśnił, że same w sobie mogą być bardzo odporne na erozję, ale grunt już taki być nie musi. To właśnie się stało. W najsłabszym punkcie woda podmyła podłoże. Potem nastąpiła reakcja łańcuchowa, która uwolniła wielkie masy wody. Geolog pokazał kolejne formacje mogące się zawalić. Wskazał na przecieki pomiędzy skałami. Istniało prawdopodobieństwo zalania doliny poniżej.

Łukasz Volturi otrzymał odpowiedź: na odnodze rzeki Nenana doszło do katastrofy naturalnej. Pękło podłoże pod kataraktą, w wyniku czego uwolniono masy wody. Spłynęły w dół z ogromnym impetem. Szlak wodny stał się nieprzepływalny dla kogokolwiek. Zalecana była ewakuacja ludzi znajdujących się w dolinie. Napisał list do władcy czarodziejów i gubernatora Alaski, opisując wszystko to, co tu zastali.

Górolot wrócił w mniej niż minutę do bazy koło pana Mitchella.

Odesłanie ciał do Volteru

[edytuj]

Łukasz Volturi, gdy tylko otrzymał informację o gotowości użycia teleportera, nakazał rozpoczęcie przygotowań do odesłania ciał do Volteru. Najpierw jednak musiał porozmawiać z nowym szeryfem. Był to dotychczasowy zastępca pani Burrows. W odróżnieniu od niej nie atakował bezmyślnie. Wysłuchał tego, co miał do powiedzenia Wielki Sędzia Volteru. Łukasz Volturi otrzymał zaś informację, że w ciągu kilku godzin przybędą agenci federalni. Z Volteru wysłano osiem trumien, a tylko ta dla Fineasa Abraxasa odróżniała się od pozostałych. Jako pierwszy wracał syn Łukasza Volturi. Ojciec odprowadził trumnę aż do chwili, gdy przekroczyła horyzont teleportacji wraz z asystą styksów. Na samym końcu odesłał Aleksandrieja Andrejewa. Wtedy pozwolił sobie na afront wobec zmarłego, nie będąc świadkiem. Przez teleporter przeszli eksperci. Nie byli już nikomu potrzebni. Kuferek z różdżkami wniesiono do Górolotu. Tam przełożono różdżkę należącą do Fineasa Abraxasa do osobnego pudełka.

Rozmontowywanie teleportera trwało dłużej, niż przewidywała instrukcja. Chodziło o to, by nie pozostawić żadnego elementu konstrukcyjnego. Technologia miała pozostać wyłączną tajemnicą rodu Volturi. Aby przyspieszyć prace rozbiórkowe, Łukasz Volturi uniósł go w powietrze wysoko nad ziemię. Górolot go przechwycił. Pan Mitchell nigdy nie zobaczył go potem ponownie. Agenci służb federalnych również później go szukali, ale nie znaleźli nawet szczątków. Łukasz Volturi polecił nauczycielom Durmstrangu, aby wyjechali z tego miejsca tak szybko, jak tylko mogą. Wskazał, że dolina zostanie zalana, gdy upadną ostatnie elementy „tamy”. Wsiadł do Górolotu, nie czekając na przedstawicieli władz. Wyleciał w kierunku przeciwnym do trasy spływu. Gdy już nikt nie mógł ich zauważyć, wrócili na miejsce śmierci Fineasa Abraxasa. Łukasz Volturi postanowił, że domek zostanie opuszczony z wysokości pięciu kilometrów nad ziemią, a następnie zestrzelony. Nie było huku, a kawałki domu cicho rozpadły się w drobny pył.

Rozmowa Łukasza Volturi w Białym Domu

[edytuj]

Wielki Sędzia Volteru otrzymał dwa listy — jeden z ambasady, drugi od władcy czarodziejów. Najpierw przeczytał ten od ambasadora Dioklecjana Volturi. Wcale nie zaskoczył go ton rozmowy. W jego ocenie Donald Trump to niezbyt przewidywalny polityk. Nie ma też odpowiedniej wiedzy prawnej. Oczekiwał spotkania z bardzo ważną osobą i ten warunek spełniał Łukasz Volturi. List od Ferdynanda Volturi był bardzo mocny w swojej treści:

Łukaszu, sprawa jest bardzo pilna i potrzebujemy Twojej niezbyt demokratycznej osobowości.
Spotkaj się z prezydentem Donaldem Trumpem. Ta „pomarańczowa twarz” ma za nic nasze umowy. Nie interesuje mnie, że ma ponad 100 lat. Obowiązuje i tyle. Zapewne będzie ci groził jej wypowiedzeniem. Zawsze możesz mu zagrozić terroryzmem technologicznym i naszą przewagą. Liczę na Twoją inwencję twórczą. Jeśli chodzi o pieniądze, to zobaczy interes, abyśmy go nie obłożyli takimi podatkami, że będzie musiał zastawiać tuzin żon, by spłacić choćby jeden procent należności. Zezwalam na ujawnienie naszych tajemnic dotyczących ich potencjalnych aktów zbrojnych. Niech „pomarańczowa twarz” i jego „DJ Vance” spocą się. Cel uświęca wszelkie środki.
Mam nadzieję, że jakoś się trzymasz. Doceniam Twoje zaangażowanie w tę sprawę i wiem, jak ci ciężko. Monarchia kiedyś pod twoimi rządami podziękuje ci za to poświęcenie. Nie każdy rodzic byłby w stanie zrobić tyle, co ty. Masz moje pełne wsparcie[9].

Górolot leciał przez Kanadę z maksymalną prędkością. W odległości stu kilometrów od Waszyngtonu zwolnili do jednego mecha i obniżyli lot do dwóch kilometrów nad ziemią. Wieża kontrolna skierowała ich do Joint Base Andrews. Było to wielkie wyróżnienie, lecz Łukasz Volturi potraktował je jako próbę skradzenia technologii górolotu. Na płycie lotniska czekały już samochody ambasady. Zanim wsiadł, widział, jak statek został przykryty wielką magiczną czarną płachtą. Wielki Sędzia Volteru był święcie przekonany, że służby amerykańskie ich obserwują. Górolot był jednak bezpieczny. W Białym Domu znalazł się dwadzieścia minut później. Kawalkada rodu Volturi wjechała przed Biały Dom. Łukasz Volturi był ubrany w oficjalne szaty. Jego wygląd pod każdym względem podkreślał nie tylko urząd, który sprawował, lecz także rangę w rodzinie — trzeci w kolejności do tronu. Obok niego szedł ambasador Dioklecjan Volturi. Zapewniał wsparcie na wypadek, gdyby sytuacja wymknęła się spod kontroli. W Gabinecie Owalnym czekali na niego prezydent Donald Trump, wiceprezydent James Vance i sekretarz stanu Marco Rubio. Na stole mieli już przygotowany stos dokumentów.

Panowie przywitali się i wymienili uprzejmości. Najpierw głos zabrał prezydent Donald Trump; chciał wiedzieć, dlaczego Volturi dokonali bezprawnych działań, co stało się na Alasce, i zażądał uwolnienia pani Burrows. Ambasador rodu Volturi już miał przedstawić stanowisko władcy, jednak Wielki Sędzia Volteru szybciej odpowiedział gospodarzowi. Przedstawił sytuację, jaka wydarzyła się na rzece Nenana, niedaleko góry McKinley. Użył nazwy preferowanej przez tę administrację. Zaczął od opisania podmycia dna rzeki, co spowodowało kolaps ściany skał i uwolnienie ogromnej masy wody. Pominął kwestię pozostawienia różdżek i bariery w obozowisku. Zakończył swoją opowieść stwierdzeniem, że nawet grupa trojga dorosłych czarodziejów nie dała rady żywiołowi. Wiceprezydent i sekretarz stanu byli faktycznie zainteresowani wyjaśnieniami; dopytywali na przykład o nieczarodziejskie ofiary śmiertelne. Łukasz Volturi szczerze powiedział, że nie ma o tym wiedzy i że musi to zbadać służba federalna, gdy dotrze na miejsce. Nie czynił z tego zarzutu — wręcz podkreślił wolę współpracy właściciela ośrodka i pochwalił jego dyscyplinę jako byłego żołnierza Sił Powietrznych Stanów Zjednoczonych, co mocno rozluźniło atmosferę aż do momentu, gdy prezydent Trump zaatakował Wielkiego Sędziego Volteru.

Weszliście na terytorium Stanów Zjednoczonych i jeszcze mi chcesz powiedzieć, że nie było tam naszych pracowników? Za kogo ty się uważasz, dzieciaku! – powiedział prezydent do Łukasza Volturi.
- Za przyszłego króla czarodziejów i Seniora rodu liczącego siedem tysięcy lat, za Wielkiego Sędziego Volteru i za ojca zmarłego – wyliczał, podczas gdy Trump próbował mu przerywać, krzycząc: „Bzdura, kłamiesz!”. – Udowodnisz mi kłamstwo?
- Nie miałeś prawa wkraczać na moje terytorium! – znów wrzasnął Trump. Łukasz Volturi tylko się uśmiechnął, co jeszcze bardziej rozwścieczyło prezydenta. – Twoje zachowanie może cię kosztować wojnę!
- Nie możesz mi wypowiedzieć wojny bez zgody Kongresu! – odpowiedział Łukasz zimnym głosem. – Tak samo nie możesz samodzielnie wypowiedzieć tej umowy – wskazał na umowę z prezydentem Tylerem – bez zgody Kongresu, w tym Demokratów – zakończył chłodno.
- Nie masz prawa… – zaczął ponownie prezydent.
- Pozwól, że przeczytam ci konkretny artykuł. – Zrobił chwilę przerwy, ale Donald cały czas powtarzał: „To terytorium Stanów Zjednoczonych”. – A, już mam… „strony oświadczają – w razie gdy na terytorium Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej umrze bezpośredni potomek Wielkiego Mistrza rodu Volturi, to śledztwo prowadzi Wielki Sędzia Volteru, chyba że postanowi on inaczej”. Po tym zdaniu prezydent zamilkł.

Po lewej stronie znajduje się dokładny cytat z tego wydarzenia. Należy jasno stwierdzić ważny fakt: James Vance i Marco Rubio byli absolutnie zaskoczeni wybuchem prezydenta; nie interweniowali, ale też mu nie pomagali. Sekretarz stanu czuł ogromny respekt wobec Wielkiego Sędziego Volteru — to prawdopodobnie najpotężniejszy czarodziej na świecie i skory do karania śmiercią, gdy ma na to ochotę, choć oczywiście prezydentowi nic nie groziło. Donald Trump pomiędzy spotkaniami odbył telefoniczną rozmowę z panem Burrowsem i został przez niego negatywnie ukierunkowany; puściły mu hamulce. Grożenie wojną nie zrobiło na rozmówcy żadnego wrażenia, a wręcz przeciwnie — Łukasz Volturi nie ukrywał, że drwi sobie z niego po takich słowach i przypomniał prezydentowi Stanów Zjednoczonych prawo obowiązujące w Stanach Zjednoczonych, co było bardzo upokarzające. James Vance wyraźnie chciał się wtedy odezwać, ale Marco Rubio dał mu, niezauważony przez nikogo innego, sygnał, aby milczał. Łukasz Volturi zadał jeszcze dwa niewybaczalne ciosy: po pierwsze obnażył indolencję przeciwnika, czytając tekst umowy międzynarodowej, która jasno stanowiła, że w przypadku śmierci bezpośredniego potomka władcy czarodziejów śledztwo może prowadzić Wielki Sędzia Volteru i jest to jego osobista decyzja; Fineas Abraxas spełniał wymóg stopnia pokrewieństwa z Ferdynandem Volturi, był jego praprawnukiem, a śledztwo prowadził Wielki Sędzia Volteru, więc w myśl umowy prawo nie zostało złamane. Drugi cios miał ogromne znaczenie polityczne wewnątrz kraju, ponieważ Łukasz Volturi przypomniał gospodarzowi niewygodny fakt, że umowa pomiędzy rodem Volturi a Stanami Zjednoczonymi jest szczególnie chroniona: władca czarodziejów może ją wypowiedzieć za zgodą Wielkiego Sędziego Volteru, co jest bardzo łatwe do wykonania ze względu na absolutną monarchię rodu Volturi, natomiast w przypadku Stanów Zjednoczonych jest to znacznie bardziej skomplikowane — zgodnie z umową Senat musi wyrazić zgodę większością 3/4 ogólnej liczby senatorów, a Izba Reprezentantów 3/5, po czym Donald Trump mógłby taką decyzję podpisać; w obecnej sytuacji politycznej jest to jednak nierealne, ponieważ Demokraci mają w Senacie 45 głosów plus dwóch niezależnych, a w Izbie Reprezentantów 213, a nawet w samej Partii Republikańskiej mogłoby to nie przejść. Znaczna część czarodziejów to Republikanie i są pro-Volturi, więc posłowie i senatorowie nie chcieliby z nimi zadzierać, bo mogliby stracić mandaty. Łukasz Volturi podał prezydentowi Trumpowi umowę i wskazał palcem na przeczytany artykuł — gest był wymowny, ale nie uspokoił prezydenta.

Ambasador Dioklecjan Volturi przekazał stronie amerykańskiej raport ze śledztwa. Liczył kilkanaście stron — nikogo nie oskarżono, a środowisko naturalne przedstawiono jako głównego winowajcę. Na ostatniej stronie raportu Wielki Sędzia Łukasz Volturi tak uzasadniał umorzenie śledztwa: "Fineas Abraxas Volturi, syn Łukasza Volturi i Izabeli Volturi, zginął w wieku 15 lat, 10 miesięcy i 16 dni w katastrofie naturalnej. Nie ma podstaw prawnych do wystosowania oskarżeń w stosunku do właściciela obiektu, nauczycieli i dyrekcji szkoły w Durmstrangu.". W ocenie ambasadora miało to zmniejszyć napięcie pomiędzy Łukaszem a Donaldem. Prezydent przedstawił dokument, w którym żądano uwolnienia pani Burrows. Wielki Sędzia Volteru przeczytał: "Aresztowanie szeryf okręgu Denali jest bezprawne, ponieważ nie ma dowodów na popełnienie zarzuconych przestępstw, a także podjęcie śledztwa w sprawie pozostałych zmarłych.". Łukasz Volturi uniósł wysoko brwi. Oddał dokument ambasadorowi, po czym położył małe urządzenie na stoliku. Wyjaśnił Amerykanom, że jest to projektor holograficzny. Jest na nim nagrana scena z panią Burrows, a także oświadczenie autora o nieingerowaniu w nagranie. Oryginał został zdeponowany w aktach sprawy skazanej. Odtworzył nagranie, na którym było widać agresywne zachowanie szeryfki. Niespodziewanie dodał: "Za mniejsze przewiny zabiłem ludzi. Ma szczęście, że nie siedzi w Azkabanie do końca życia.". Nie wyraził zgody na wypuszczenie kobiety przed upływem studniowej kary. Donald Trump zasugerował użycie siły wobec Azkabanu. Łukasz Volturi, z wyraźnym rozbawieniem, odpowiedział: "To więzienie to wielka twierdza, naszpikowana technologią i stworami. Zabijecie trochę stworzeń, ale wasi żołnierze zostaną zjedzeni. Lepiej nie.". Sekretarz stanu zaproponował inne rozwiązanie: pani Burrows mogłaby zostać ułaskawiona. Łukasz Volturi nie miał nic przeciwko wszczęciu tej procedury. Decyzję podejmie władca czarodziejów, a może nawet jeszcze coś uda się przehandlować z Amerykanami. Marco Rubio zapytał, czy Łukasz Volturi poprze wniosek, gdy trafi on na biurko Ferdynanda Volturi. Po chwili milczenia odpowiedział, że wszystko zależy od tego, jak potoczy się ta rozmowa.

Rozmowa mogłaby zakończyć się w tym miejscu. Przedmiot został zupełnie wyczerpany. Łukasz Volturi nie wziął pod uwagę, że Donald Trump nie pozwoli mu na wygraną. Wstał i jasno powtórzył dotychczasowe żądania. Dołożył jeszcze kilka punktów, takich jak wypowiedzenie umowy, ale ze strony Volturi, oraz oddanie wszelkich materiałów dowodowych. Poruszył kwestię górolotu: radary nie widziały go aż do chwili, gdy strona volterowska nawiązała łączność radiową z wieżą kontroli lotów. Wielki Sędzia Volteru odrzucił wszystkie żądania. Zirytowany wręcz polecił mu samodzielnie wypowiedzieć umowę — niech udowodni swoją siłę, a nie tylko gada. Ostrzegł wszystkich Amerykanów, że jeśli sprawa Burrowsów będzie dalej pompowana, filmik zostanie opublikowany we wszystkich mediach społecznościowych. Administracji nie pomoże nawet Elon Musk i jego blokady. Volturi, dla obrony dobrego imienia, poświęcą nawet setki milionów dolarów i nie muszą tłumaczyć się przed „żadnym Kongresem”. Nie mógł pozostawić płazem kwestii ewentualnej akcji militarnej wobec Azkabanu — ród Volturi uzna to za wypowiedzenie wojny. Zapowiedział użycie styksów w obronie Volteru. Delikatnie zasugerował także zastosowanie fotonowej broni masowego rażenia; jak to ujął: „z góry Denali powstanie jezioro Denali”. Już coś podobnego widział w Afganistanie gdy Talibowie odzyskali władzę nad krajem. To wzbudziło szok i protesty. Łukasz Volturi zgodził się ze zdaniem Marco Rubio: wojna w tej skali byłaby katastrofalna dla wszystkich. Wychodząc już z Gabinetu Owalnego, zaproponował, aby Amerykanie skupili uwagę na Wenezueli, Kubie i Iranie.

Pogrzeb Fineasa Abraxasa Volturi

[edytuj]

Rodzice zmarłych odebrali trumny w osobnych pomieszczeniach, aby zapewnić jak najwięcej prywatności. Następnie wskazali, dokąd ciała mają zostać przewiezione. Ferdynand Volturi postanowił, że sfinansuje koszty transportu do miejsc docelowych. Pogrzeby zmarłych odbywały się w dniach 7–10 lipca. Ciało Fineasa Abraxasa zostało przełożone do trumny z drewna tekowego. Była przy tym matka chłopca. Izabela Volturi bardzo to przeżyła. Obwiniała siebie za wydanie zgody na wyjazd. Głośno płakała i przepraszała za złe traktowanie w czasie kryzysu patrialnego. Do pomieszczenia weszła jej matka. Maria Merowing objęła ją, pomogła jej wstać i pozbierać się przed wyjściem. Izabela wytarła łzy. Pozwoliła styksom zabrać ciało. Obie kobiety przybrały czarne szaty z woalką na twarzy. Na ulicy czekał już tłum ludzi. Rzucali kwiaty pod samochód z trumną; niektórzy otwarcie płakali. Po dwudziestu minutach przekroczyli granicę placu. W południowym skrzydle pałacu przygotowano salę. Trumna spoczęła na katafalku. Izabela znów pozostała sama. Pragnęła, aby obok niej był małżonek. Chciała, aby winni śmierci syna ponieśli zasłużoną, w pełni bolesną śmierć. Po godzinie styksowie zaczęli prace organizacyjne. Miało tu się odbyć prywatne pożegnanie dla najbliższej rodziny. Izabela jednym ruchem różdżki rozbiła wszystkie krzesła, a stolik wyleciał przez okno. Wypędziła styksów. Chciała pozostać sama. Nie zauważyła nawet, kiedy przyszedł Ferdynand Volturi. Musiał bronić się przed falą uderzeniową, gdy prawnuczka zorientowała się, że ktoś stoi za nią. Izabela Volturi jest ulubienicą władcy czarodziejów. Jej ból sprawiał mu jeszcze większe cierpienie. Zaproponował okrycie trumny parawanem, ale podkreślił, że styksowie muszą przygotować salę do uroczystości. Przypomniał prawnuczce o ważnym fakcie: jest matką jeszcze sześciorga małych dzieci. One również cierpią i nie należy o tym zapominać. Podkreślił, że należy bacznie przyglądać się księciu Aro Volturi Młodszemu, bowiem to on zastąpi zmarłego brata na czwartej pozycji linii sukcesyjnej.

Łukasz Volturi przyjechał na kilkanaście minut przed rozpoczęciem uroczystości. Szybko się przebrał i dołączył do reszty rodziny. Mieli zasiąść na sali zgodnie z zasadami precedencji i linią sukcesyjną. Zrobiono wyjątek dla Izabeli Volturi: siedziała obok syna Aro. Chłopiec wydawał się bardzo przejęty. Po krótkiej mowie władcy czarodziejów każdy mógł pożegnać Fineasa Abraxasa. Ferdynand Volturi ogłosił datę pogrzebu na 11 lipca. Uroczystość będzie publiczna i transmitowana w telewizji. Sarkofag będzie wykonany z granitu pochodzącego z miejsca wypadku. W tym celu czterdziestu styksów zablokowało wściekły nurt rzeki Nenany, aby wydobyć z dna ogromny głaz, w który śmiertelnie uderzył głową. W operacji uczestniczyli również członkowie rodu Volturi. Za zgodą rządu Stanów Zjednoczonych przeprowadzono całą operację w dniach 8–9 lipca. Wizyta w tym miejscu uświadomiła kilku osobom, jak życie jest krótkie. Nieważne, czy jest się księciem, czy zwykłym człowiekiem — tu rządziła przyroda.

Wydobycie głazu z dna rzeki Nenany

[edytuj]

Volturi bardzo ryzykowali, pracując nad tym wyjątkowo groźnym odcinkiem nurtu rzeki. Wymagało to ogromnego skupienia i potężnej mocy czarodziejskiej. Nadzór nad operacją sprawowali hydrolodzy, a z ramienia rządu obecny był wiceprezydent James Vance. Styksowie stali na czterech platformach z dwóch górolotów. Tworzyli kwadrat o boku siedmiu metrów. Każdy styks odpowiadał za około siedemdziesiąt centymetrów długości boku. Wydaje się to niewielkim odcinkiem, ale trzeba pamiętać, że bariera sięgała aż sześć metrów w dół. Szacowano, że prędkość nurtu wynosi około dwunastu metrów na sekundę. Spowolnienie nurtu należało do członków rodu Volturi. To zadanie wykonywali Aro Volturi, Łukasz Volturi, Izabela Volturi, Kaliope Merowing i Maria Merowing. Wzmacniali działanie działek grawitacyjnych. Działka grawitacyjne prowadziły ostrzał ciągłą serią. Volturi używali kombinowanych zaklęć tworzenia barier oraz kierunkowego bombardowania fal. W powstałe wyrwy wtłaczano wiatr o huraganowej sile. Tak ogromna moc przekierowała masy wody na drugi brzeg. Fala powodziowa miała blisko czternaście metrów wysokości i z impetem zalewała przeciwległy brzeg. Kolejnych dwudziestu styksów pilnowało zakładanego przebiegu fali. Otrzymali od władcy czarodziejów zezwolenie na użycie wszelkich potrzebnych zaklęć. Głaz należało najpierw wyciąć z dna. Tego zadania podjęli się Ferdynand Volturi, jego brat oraz synowa Esme Volturi. Do pomocy mieli także Gubernatora Volteru. Wycięcie zajęło im piętnaście minut. Potem, za pomocą zaklęcia lewitacji, podnieśli głaz. Kolejnych ośmiu styksów podniosło czarodziejów z dna i umieściło ich na platformach. Przyszły sarkofag przenieśli bezpośrednio do górolotu. Platformy wróciły na pokład. Bariery natychmiast pękły. Rapid przestał istnieć w swojej pierwotnej formie; stał się znacznie słabszy i mniej wzburzony. Działka grawitacyjne wyłączono, a Volturi zostali ewakuowani. Hydrolog zalecił pozostawienie biegu rzeki samej sobie, aby mogła samodzielnie się ustabilizować. Ta operacja była pod ścisłą obserwacją wiceprezydenta Vance’a. Wyrażał ogromny podziw dla tego, co zobaczył, zwłaszcza dla zastosowanej technologii. Rozglądał się po wnętrzu górolotu. Był drugim Amerykaninem na pokładzie w historii.

W dniu 11 lipca Fineas Abraxas spoczął w grotach Volteru.

Konsekwencje

[edytuj]

Linia sukcesji

[edytuj]

Podstawową konsekwencją wyprawy jest śmierć Fineasa Abraxasa Volturi. Nie pełnił żadnej funkcji publicznej, ale stanowił element ustroju. Zgodnie z prawem salickim tylko mężczyźni mogą dziedziczyć koronę. Kolejnym męskim następcą Łukasza Volturi jest drugi syn, wcześniej wspomniany Aro Volturi Młodszy. W dniu 31 lipca dokonano zmian na oficjalnej linii sukcesji na rok 2025. Od 1 czerwca faktycznie było na niej jedenaście osób. Wynikało to z ujęcia bliźniaków: Agamemnona i Grzegorza, synów Aro Volturi i jego drugiej żony, Katarzyny Akheiny. Liczono ich razem na dziesiątym miejscu. Po aktualizacji lista znów obejmowała ustawową liczbę osób, zgodnie z przepisami z 753 roku. Obecnie cała dziesiątka na liście to potomkowie władcy czarodziejów Ferdynanda Volturi.

Wraz ze zmianą linii sukcesyjnej nastąpiła reorganizacja planów edukacyjnych dla Aro Volturi Młodszego. Zrezygnowano z Durmstrangu na rzecz Hogwartu. Była to świadoma decyzja Łukasza i Izabeli Volturi. Warto zaznaczyć, że sam Wielki Sędzia Volteru jest absolwentem Durmstrangu.

Durmstrang

[edytuj]

Szkołę w Durmstrangu szybko dosięgnęły głębokie zmiany. Styksowie zabrali wszystkie pozostawione rzeczy. Nauczycieli uczestniczących w wyprawie Volturi polecono zwolnić dyscyplinarnie. Pozostała jednak najważniejsza kwestia: co zrobić z dyrektorką. Była ona odpowiedzialna za zapewnienie bezpieczeństwa wyprawy, a obowiązek ten nie został dopilnowany. Władca czarodziejów nie mógł sobie pozwolić na pokazowy proces, dlatego śledztwo umorzono. Nie mógł też jej zabić wprost. Nie chodziło przy tym o prawo, lecz o jej pochodzenie. Olimpia Lukanos-Merowing była młodszym dzieckiem Dorothei Lukanos, seniorki rodu. Egzekucja członkini rodu Lukanosów mogłaby doprowadzić do wojny czarodziejów. Gdy Łukasz Volturi spotkał się z nią 20 lipca, zażądał złożenia dymisji. Olimpia bardzo dobrze zrozumiała, w jakiej sytuacji się znalazła, i wybrała opcję honorowej rezygnacji. Ferdynand Volturi narzucił jej brata, Adama, jako następcę. Funkcję objął on 26 lipca.

Roszady na urzędach

[edytuj]

Ferdynand Volturi zwołał najbliższych krewnych na spotkanie u siebie na 19 lipca. Na spotkaniu obecny był również Janos Koniecpolski, Gubernator Volteru, jako przedstawiciel jednego z pięciu najważniejszych urzędów Volteru. Władca czarodziejów zapowiedział ogromne roszady niemal we wszystkich obszarach władzy. Uzasadniał je wzmocnieniem zakresu władzy królewskiej oraz potrzebą lepszej koordynacji polityki międzynarodowej. Należało załagodzić atmosferę po śmierci samobójczej Katarzyny Akheiny poprzez wygenerowanie innych ważnych wydarzeń. W dniu 31 lipca następca tronu Abraxas Volturi obejmie również funkcję Gubernatora Volteru. Esme Volturi zostaje odwołana z chińskiej placówki i przeniesiona do Watykanu. Wcześniej wspomniany Adam Volturi został podczas spotkania poinformowany, że obejmie funkcję dyrektora szkoły w Durmstrangu. Aro Volturi z dniem 1 sierpnia zostanie odwołany z Rosji i obejmie funkcję ambasadora w Italii. Kaliope Merowing została skierowana na placówkę w Liechtensteinie. Tabelka poniżej przedstawia wszystkie roszady zarządzone przez władcę czarodziejów:

Stanowisko Osoba odwołana Osoba powołana Data
Dyrektor szkoły w Durmstrangu Olimpia Lukanos-Merowing Adam Volturi 26 lipca 2025
Gubernator Volteru Janos Koniecpolski Abraxas Volturi 31 lipca 2025
Ambasador Volturi w Watykanie Matteo Gusma Esme Volturi 1 sierpnia 2025
Ambasador Volturi we Włoszech Fiodor Kalikst von der Pahlen Aro Volturi 1 sierpnia 2025
Poseł nadzwyczajny w Liechtensteinie Corvinus von Liechtenstein-Zollern Kaliope Merowing 1 sierpnia 2025
Ambasador Volturi w Rosji Aro Volturi Janos Koniecpolski 1 sierpnia 2025
Ambasador Volturi na Litwie William Packard (do 2024) Matteo Gusma 1 sierpnia 2025
Ambasador Volturi w Argentynie Herakles de Spoleto William Packard 1 sierpnia 2025
Ambasador Volturi w Niemczech Abraxas Volturi Endymion Volturi 1 sierpnia 2025
Ambasador Volturi w Chinach Esme Volturi Corvinus von Liechtenstein-Zollern 1 sierpnia 2025

Stosunki z Lukanosami

[edytuj]

Ferdynand Volturi spotykał się w lipcu kilkukrotnie z Dorotheą Lukanos. Oboje ustalili wspólną linię, że nie pozwolą, aby obce potęgi, takie jak Stany Zjednoczone, Chiny, Rosja, Indie czy Brazylia, ingerowały w sojusz trzech wielkich rodów tytanów. Nie można było pominąć sprawy Olimpii Lukanos-Merowing. Chociaż podała się do dymisji, to w dalszym ciągu ciążyła na niej odpowiedzialność za wypadek, zwłaszcza w kontekście Fokusa Aulele jako przewodnika i opiekuna spływu. Był to jej osobisty błąd. Wielki Sędzia nie wysunął przeciwko niej oskarżenia tylko dlatego, że przeciwnicy rodu Volturi mogliby wywołać wojnę czarodziejów. Ferdynand Volturi również nie mógł na to pozwolić, ponieważ sojusz należało utrzymać mimo wszystko. Wprowadzono jednak korekty. Po pierwsze anulowano pomysł zawarcia mariażu córki Olimpii, Nike, z którymś z pozostałych synów Łukasza Volturi. Oficjalnie argumentowano to zbyt bliskim pokrewieństwem, a w rzeczywistości Izabela Volturi jasno oświadczyła, że nie pozwoli na to, absolutnie nie licząc się z kosztami swojej decyzji. Ferdynand Volturi dopiero teraz wysłuchał zdania prawnuczki; wcześniej zupełnie lekceważył argumenty genealogiczne i genetyczne wysuwane przez Łukasza Volturi. Argumenty te mogłyby fundamentalnie zaważyć na bezpieczeństwie rodu Volturi. Pozostawiono natomiast plany mariażu dziedzica senioratu Lukanosów, Cezara Augusta, z Izabelą Volturi Młodszą, z możliwością anulowania, jeśli bezpieczeństwo genetyczne będzie tego wymagało.

Sprawa Pani Burrows, Pana Mitchella i stosunki z rządem amerykańskim

[edytuj]

Pani Burrows szybko w więzieniu przestała być taka „harda”. Odsiadywanie wyroku miała zakończyć 9 października 2025 roku. W dniu 9 lipca Sekretarz Stanu Stanów Zjednoczonych Marco Rubio wystosował pismo do ambasadora Volturi Dioklecjana Volturi z wnioskiem o rozpoczęcie procedury ułaskawienia szeryf okręgu Denali. Sprawę przekazano do Volteru po trzydziestu dniach rozpatrywania dokumentu. Kancelaria Wielkiego Mistrza rodu Volturi, Ferdynanda Volturi, potwierdziła ambasadzie i rządowi amerykańskiemu wpływ wniosku w dniu 10 sierpnia. Przez kolejne dwa tygodnie ponownie analizowano dokument. W dniu 24 sierpnia Wielki Sędzia Volteru, Łukasz Volturi, otrzymał wniosek. Zgodnie z procedurami rozpatrywał go przez kolejne 14 dni, po czym 7 września odesłano do kancelarii władcy czarodziejów odpowiedź: "W związku z pismem od Wielkiego Mistrza rodu Volturi w sprawie wydania opinii do ułaskawienia szeryf okręgu Denali, pani Burrows, Wielki Sąd Volteru, po przeanalizowaniu sprawy, wydaje decyzję negatywną. Swoją opinię uzasadnia faktem, że skazana otrzymała symboliczny wymiar kary zamiast „standardowego” najwyższego wymiaru.". Ferdynand Volturi przyjął do wiadomości stanowisko Łukasza Volturi. Amerykanie otrzymali decyzję negatywną 7 października. Dwa dni później pani Burrows została zwolniona z Azkabanu. Przetransportowano ją do Volteru. W dniu 10 października została deportowana do Stanów Zjednoczonych. Sekretariat Stanu USA nie kontynuował sporu.

Pan Mitchell nie mógł pogodzić się ze śmiercią księcia Fineasa Abraxasa oraz jego kolegów. Wyjechał spod góry Denali, jednak poczucie winy i wyrzuty sumienia dręczyły go przez kolejne miesiące. Zginął w wypadku samochodowym w dniu 10 grudnia 2025 roku, niedaleko Los Angeles. Na jego pogrzeb przybył ambasador Volturi, Dioklecjan Volturi.

Stosunki dyplomatyczne pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a rodem Volturi w kolejnych miesiącach miały swoje dobre i złe strony. Volturi milczeli w kwestii górolotu i dział grawitacyjnych. Amerykanie nieśmiało próbowali czegoś się dowiedzieć, jednak napotykali nieprzeniknioną ścianę. Volturi chronili swoją technologię. Kilkukrotnie prezydent Donald Trump atakował Łukasza i Ferdynanda Volturi. Wielki Sędzia Volteru jeszcze raz spotkał się z amerykańskim przywódcą we wrześniu; tym razem rozmowa była jeszcze ostrzejsza. Łukasz Volturi zaproponował cła odwetowe — wprowadzenie ich w wysokości nawet 10 tysięcy procent na kryształy używane w technologii zbrojeniowej. To uspokoiło Trumpa na kilka miesięcy. Stany Zjednoczone musiałyby zapłacić za technologię, proces produkcji i eksport od Volturi 850 miliardów dolarów po tak drastycznym podniesieniu ceł. Poprzednio gdy podnieśli tylko o 0,3% straty liczono w setkach milionów dolarów.

Przypisy

[edytuj]
  1. Comunichiamo che il gruppo ha attraversato in sicurezza la prima parte del percorso. Si rilevano discrepanze rispetto alla mappa, ma non disponiamo di informazioni sufficienti per stabilire se si tratti di un fenomeno naturale oppure no. Il pontile ha iniziato a essere sommerso dall’acqua un’ora e mezza dopo la partenza del principe Finea. Al momento del trasferimento dell’ultimo carico, il livello dell’acqua raggiungeva i gradini in pietra. Tali gradini erano inoltre circondati da un muretto alto quaranta centimetri, il che suggerisce che eventi di questo tipo possano essere di natura naturale.
  2. (it.) Ferdinando ha proclamato la mobilitazione generale dei suoi schiavi della magia – per chi non sapesse di chi si tratta, si tratta degli Styx. Esiste una probabilità piuttosto elevata che stiano preparando una purga nella città. Le strade di Volter, non per la prima volta, saranno inondate dal nostro sangue.
  3. (it.) Il Governatore della Città Reale di Volter ha disposto, in via amministrativa, l’espulsione di Wasilij Uriakohv dalla città. Gli è stato imposto un divieto d’ingresso a vita a Volter nonché la confisca dei beni, in relazione al reato di diffusione in rete di informazioni non veritiere. Dopo aver oltrepassato i confini della città, è stato arrestato e posto in stato di detenzione.
  4. (ang.) Phineas Abraxas died at just under sixteen years of age. In the future, he was meant to become the ruler of Sorcerers after his great-grandfather Abraxas, his grandfather Aro, and his father Luke. This was expected to happen in about one hundred years, but circumstances changed. Only recently, Phineas Abraxas had been at the center of a major scandal after secretly marrying Eufemia Romanow, who was pregnant at the time. He put at risk the alliance between two great houses: the House of Volturi and the House of Lukanos. The House of Volturi had overthrown the House of Lukanos in the year 753 and stripped it of everything. Now, after more than a thousand years since that event, the two sides were meant to reach an agreement. President Donald Trump referred to this alliance as “the greatest threat to the security of the United States.”
  5. (ang.) During a rafting trip, the future king of Sorcerers, Phineas Volturi, was killed at just fifteen years of age. The question is whether the Volturi will respect international law—or whether they will carry out a thug’s incursion onto our territory. A tragedy is a tragedy, but we must remember territorial jurisdiction: Alaska is part of the United States. Phineas’s death has created complications—let’s call them diplomatic—along the Volturi–Lukanos line. These two great houses of all-powerful Titans were meant to be joined precisely through the late prince. I am not making light of this death, but this alliance cannot be allowed to come to fruition. It is a threat to us and it must be stopped—but only, and exclusively, by diplomatic means. And our State Department is the best in the world.
  6. (ang.) I understand that you want to save this boy, but he will not survive. He possesses knowledge that will help explain this catastrophe. His death will kill his memories. One must choose the lesser evil, and I have chosen it for you. And now the memories are in this bottle. Let him die with dignity.
  7. (ang.) I must tell you that a barrier conjured by a Sorcerer loses its power at the moment of its creator’s death. Therefore, this clearing has not been protected since June 29. I understand that you may not have known this.
  8. Jest to szczyt ogromnej skały, której zdecydowana większość znajduje się pod ziemią
  9. «Luca, la questione è estremamente urgente e abbiamo bisogno della tua personalità poco democratica. Incontrati con il presidente Donald Trump. Questa “faccia arancione” se ne infischia dei nostri accordi. Non mi interessa che abbiano più di cento anni: valgono e basta. Con ogni probabilità ti minaccerà di denunciarli. Puoi sempre minacciarlo a tua volta con terrorismo tecnologico e con la nostra superiorità. Conto sulla tua inventiva. Per quanto riguarda il denaro, capirà subito dov’è il suo interesse, a patto che non lo colpiamo con tasse tali da costringerlo a ipotecare una dozzina di mogli solo per pagare anche solo l’uno per cento del dovuto. Ti autorizzo a rivelare i nostri segreti relativi ai loro potenziali atti criminali. Lascia che la “faccia arancione” e il suo “DJ Vance” sudino freddo. Il fine giustifica ogni mezzo. Spero che tu riesca a reggere. Apprezzo il tuo impegno in questa vicenda e so quanto ti sia pesante. Un giorno la monarchia, sotto il tuo governo, ti ringrazierà per questo sacrificio. Non ogni genitore sarebbe in grado di fare ciò che hai fatto tu. Hai il mio pieno sostegno.»