Przejdź do zawartości

Użytkownik:Lukasvonbayern/Encyklopedia Magii: Koniecpolski kontra Kaczyński

Z Ethenor

22 grudnia 2020 roku
Rzym, Republika Italii

[edytuj]

To był ładny dzień - słońce świeciło w pełni na Wiecznym Miastem. W powietrzu unosił się zapach świeżości, bo przed chwilą padał deszcz. Idealny grudniowy dzień w centrum Włoch. W żaden sposób nic nie zapowiadało, że wydarzy się coś ważnego. Ambasada Polski W Italii znajduje się na ulicy Piotra i Pawła Rubensów 20. To wysoki czerwony budynek, okalał go czerwony mur. Była godzina 9:30 rano. W swoim gabinecie siedziała od niedawna urzędująca ambasadorka Anna Maria Anders, córka słynnego generała Władysława Andersa. Przeglądała korespondencję dyplomatyczną. Od jakiegoś czasu nic nie wydarzyło się ciekawego. Ambasadorka uważała jednak, że dzięki swojej pracy zdobędzie najważniejszy urząd w państwie. Chciałaby w przyszłości zostać prezydentem Polski, być powszechnie szanowaną osobą w państwie. Placówka w Rzymie należała do prestiżowych, aczkolwiek nie tak jak ta w Stanach Zjednoczonych.
W dniu dzisiejszym otrzymała bardzo dużo życzeń związanych ze świętami Bożonarodzeniowymi. Na samym wierzchu była kartka od prezydenta Polski Andrzeja Dudy. Życzył jej wszystkiego najlepszego na nowym urzędzie. Podobnie napisał premier Mateusz Morawiecki. Dalej były życzenia od przedstawicieli państwa przyjmującego, Watykanu, San Marino. Były to oczywiście standardowe, kurtuazyjne, działania. Ambasadorka wiedziała, że reprezentuje mało popularny rząd na arenie międzynarodowej. Odpowiadała również za zachowanie rachitycznych kontaktów z rodem Volturi. Od sierpnia tego roku Polska i władcy czarodziejów nie utrzymywali ze sobą kontaktów dyplomatycznych. Ówczesny ambasador Dietrich Arendt von Hohenzollern-Sigmaringen-Hohenlohe mocno ingerował w wewnętrzne sprawy państwa polskiego i to spotkało sie z ogromnym sprzeciwem ze strony partii rządzącej, premiera i bardzo mocno uniesionego w emocjach prezydenta.
Ostatni list był bardzo gruby, napisany ręcznie. Nadawcą był Dux Ioannes Koniecpolski], czyli Janos Koniecpolski, ambasador rodu Volturi w Italii. Anna natychmiast wzięła kopertę do ręki. Musiała to być bardzo poważna sprawa, ponieważ polski rząd doprowadził, że stosunki pomiędzy Volturi a Polską zostały zawieszone. Anders spotkała Janosa Koniecpolskiego podczas swojej inauguracji objęcia funkcji ambasadora. Wydawał się jej osobą poważną i mającą ogromny szacunek pozostałych, nawet wiekowego prezydenta Sergio Mattarella. Janos jest synem Scypiona Koniecpolskiego volterowskiego dyplomaty, bliskiego współpracownika Kajfasza Volturi. Scypion Koniecpolski przez sześć ostatnich lat był Ministrem Magii Italii. Mówiono o nim, że jest przedłużeniem ręki władcy czarodziejów. Ambasadorka kiedyś bardzo interesowała się losami rodu Koniecpolskich na przestrzeni wieków. Chociaż z pochodzenia to polska rodzina, to jednak z Polską mają nie za wiele wspólnego. Nie mieszkają w kraju nad Wisłą, ani sami nie nazywają siebie Polakami. Gdy miała 18 lat spotkała Rzymie Piotra Koniecpolskiego. Spotkanie to zapadło mocno jej w pamięci. Koniecpolski poświęcił jej kilka swoich cennych minut na rozmowę. Anna i jej ojciec podziwiali go za to, że pomagał tak Polsce. Piotr był pierwszym volterowskim ambasadorem po odzyskaniu niepodległości przez Polskę. Urzędował w Warszawie przez 14 lat. Anna do tej pory pamięta rozmowę pomiędzy nimi
-Panie ambasadorze Książę Koniecpolski
-Wystarczy krótka forma „Koniecpolski" – przerwał jej.
-Jak to było powrócić do ojczyzny, której przez ponad 100 lat nie było na mapie – zapytała go uważnie wpatrując się w rozmówcę. On już miał wtedy ponad 100 lat. Trzymał się świetnie jak na swój wiek. Anna wiedziała, że czarodzieje lepiej znoszą starość dzięki mocy czarodziejskiej. Rozmówca przez chwilę milczał jakby szukał odpowiednich słów do tego co zamierza właśnie powiedzieć. -Wykonywałem polecenia mojego władcy – w końcu powiedział – Łukasz Nigellus Volturi skierował mnie do Warszawy, ponieważ znam bardzo dobrze język polski i znałem wielu działaczy niepodległościowych będących w zaborze rosyjskim – spojrzał na nią – jak zapewne wiesz od 1899 roku pełniłem funkcję ambasadora w Petersburgu, przy zamordowanych w 1917 roku carze Mikołaju II – Zwrócił się ku oknom pałacu prezydenckiego. Wtedy również był pogodny dzień.
-Nie czuł się Pan jak w domu? – wypaliła bez zastanowienia.
-Volter, Wolne Państwo Czarodziejów, stolica świata czarodziejów jest moją ojczyzną, tak jak mojej rodziny – powiedział poważnym tonem – mamy polskie nazwisko, mówimy po polsku, ale nie jesteśmy wierni Polsce, tylko Wielkiemu Mistrzowi rodu Volturi i władcy naszego świata. -Ale jak to? – zapytała zszokowana
-Jesteśmy volterowskimi książętami. Służymy rodu Volturi, począwszy od XVI wieku. Jestem volteraninem. Księciem Rzymskiej Rady Arcyczystych Rodów Czystej Krwi. A Polska to państwo ościenne mające interesy z rodem Volturi.
-Czyli to była kolejna misja? – zapytała smutnym głosem. Myślała, że w Piotrze jest chociaż krztyna polskości.
-Tak. Bardzo wymagająca i nie raz delikatna – powiedział z wyczuwalnym zniżeniem w głosie. Musiał wiele razy słyszeć takie pytania od Polaków. Jednak nie zakończył jej tylko kontynuował – Łukasz Nigellus Volturi wymagał przede wszystkim zabezpieczenia interesów rodu.
Anna wróciła do czasów współczesnych. Otworzyła kopertę i natychmiast pojawiła się holograficzna postać Janosa Koniecpolskiego na tle złotego tła. -Szanowano Pani ambasador. My, książę Janos Koniecpolski, ambasador świętego rodu Volturi w Republice Italii, reprezentując mojego Pana i króla czarodziejów Jego Królewską Mość Ferdynanda Volturi, syna Marcelego, proszę o pilne spotkanie. Będzie ono dotyczyło ponownego nawiązania stosunków dyplomatycznych pomiędzy świętym rodem Volturi a Rzecząpospolitą Polską.
Anna Maria Anders przeczytała list natychmiast gdy postać zniknęła. Szybko napisała do Warszawy o tej propozycji i odpowiedziała Janosowi. Zaproponowała, aby spotkanie odbyło się w dniu 29 grudnia. Ambasador już w normalnej wiadomości wyraził na to zgodę.

22 grudnia 2020
Volter, Wolne Państwo czarodziejów

[edytuj]

W gabinecie władcy czarodziejów przebywało kilka osób. Na wygodnym fotelu siedział starszy Pan. Ferdynand Volturi, władca czarodziejów. Obok niego stał Abraxas Volturi, syn i jego następca. Trochę dalej stał Łukasz Volturi i Aro Volturi Starszy Wielki Sędzia Volteru. Władca czarodziejów wyglądał na niezadowolonego. Właśnie otrzymał raport dotyczący działalności jego komórek w Polsce. Rząd Mateusza Morawieckiego łamie niepisane umowy z rodem Volturi i zaczął kontrole skarbowe. Wszyscy wyraźnie na kogoś czekali.
Rozległo się głośno pukanie. Wielkie drzwi otworzyły się samoczynnie. Do sali weszło dwóch mężczyzn. Jako pierwszy szedł Scypion Koniecpolski, były minister Magii Italii i Janos Koniecpolski, ambasador rodu w Italii. Obaj podeszli do biurka i skłonili się Ferdynandowi.
-Wasza Królewska Mość wysłaliśmy propozycję spotkania pani ambasador Rzeczypospolitej Polskiej we Włoszech Annie Marii Anders. Przyjęła je i odbędzie się w Volterze. Również powiadomiła o tym Warszawę – zakomunikował.
Ferdynand spojrzał na Koniecpolskich, jakby badał, który wykona dla niego ważne zadanie.
-Bardzo dobrze – powiedział. Po czym wstał i zaczął krążyć po biurze. Za nim chodzili wszyscy pozostali – Polska to cierń w moim oku. Nie mam dłużej zamiaru tolerować takiego zachowania. Morawiecki, Duda i Kaczyński przesadzili i czas ich porządnie ukarać – spojrzał na Łukasza Volturi dając mu znak, aby zabrał głos. -Volter posiada część rezerw polskiej waluty. Sprzedamy ją za jednym zamachem. Polski złoty będzie pikował w dół. Nasze wpływy w Komisji Europejskiej są całkiem mocne. Jej Przewodnicząca Ursula von der Leyen powiedziała, że będzie naciskała na Warszawę – Łukasz zrobił pauzę – Myślę jednak, że wykonają zbyt za mocnych ruchów. Po prostu Unia Europejska nie może ryzykować większego rozpadu.
Ferdynand przystanął na chwilę. Popatrzył się krytycznie na prawnuka. Nie prosił go o żadne analizy co może się stać. Chciał wiedzieć tylko jakie zostały podjęte działania.
-Dziękuję – wycedził przez zaciśnięte zęby – Polska jest miejsce gdzie spadł karzeł z Ethenoru. Źródło naszej mocy tytanicznej. Teraz rządzą tam religijni matoły – Wrócił do biurka. Zanim usiadł powiedział – chcę mieć tam swojego przedstawiciela, aby pilnował wydobywanie opiłków karła.
-Myślę, że nie będzie to takie łatwe – Abraxas zabrał głos – Polska wie doskonale na czym nam zależy.
-Ale my mamy coś co Polsce brakuje – wtrącił Łukasz Volturi – mamy złoto.
-Otóż to – zgodził się z nim Ferdynand – dlatego trzeba działać – zwrócił się do Koniecpolskich – Scypionie zostaniesz nowym ambasadorem w Polsce. Jesteś jedyną osobą, która opanuje ten polski bajzel.
Scypion nie wydawał się zaskoczony. Widocznie już wcześniej wiedział o planach Ferdynanda, a teraz ten je po prostu zwerbalizował. Wiedział, że czeka go na miejscu bardzo ciężkie zadanie. Polska pod rządami Prawa i Sprawiedliwości zmieniła się nie do poznania. Volturi w takich sytuacjach zawsze polegali na Koniecpolskich. I teraz również tak było. Poprzedni przedstawiciel został wyrzucony z Warszawy. Przyjęto to z ogromnym niezadowoleniem, ale też Ferdynand Volturi po raz pierwszy spotkał opór polegający na otwartym konflikcie z nim, władcą czarodziejów.
-Scypionie - Ferdynand przerwał ciszę - oczekuję od ciebie, że zobrazujesz im jasno i precyzyjnie, że jeśli odrzucą moją wyciągniętą dłoń, to zamienię marny żywot prezesa i jego świty w koszmar jaki nie zaznali nawet podczas okupacji niemieckiej. Doprowadzę walutę Polski do stanu, że będzie zazdrościła Zimbabwe tak niskiej inflacji. Cezarze - zwrócił się do syna - niech nasz bank sprzeda 90% zapasów polskiej waluty w ciągu trzech miesięcy. Straty mnie zupełnie nie obchodzą. Polska ma zostać ukarana i taka jest moja wola. A jak będą dalej skakać mi pod nosem to jeszcze im dowalę.
- A co z czarodziejami? - zapytał Łukasz
-Czarodzieje w Polsce są pod ciągłym ostrzałem telewizji publicznej. PiS szykuje się do przejęcie ministerstwa magii, tak aby przedstawiciel administracji czarodziejów nie stał im na drodze do wszechwładzy.
-A my powinniśmy przeciwdziałać temu, abyśmy nie stracili – skwitował Łukasz.
-To jest oczywiste – powiedział Ferdynand. Wpatrywał się przez chwilę w dokument. Jego treść była niewidoczna dla osób potocznych. Nie zdradził też co zawierał – Łukaszu będziesz asekurował Scypiona. Kaczyński według espian będzie walczył jak lew. Ten człowieczek lubi widzieć spiski, a my mu to zapewnimy. Będzie miał używane. Nawet śmierć brata mu takiej rozrywki nie zapewniła.
-I pewnie mamy jeszcze opracować plan wojny z Polską…tak na wszelki wypadek – Łukasz zapytał ironicznie.
Ferdynand popatrzył na niego i tylko uśmiechnął się. Chwilę poczekał zanim odpowiedział. Wziął jabłko i pokroił go na trzy części. Jeden podał prawnukowi a dwa pozostałe sam zjadł.
-Jak Volter zostanie spalony do ostatniej cegły to mogę zostać królem Kaczogrodu.

23 grudnia 2019, Warszawa, Polska

[edytuj]

Na ulicy Nowogrodzkiej panował straszny ruch. Prezes Prawa i Sprawiedliwości wezwał do budynku partii najważniejsze osoby w kraju. Z wielką pompą do siedziby partii przyjechali Antoni Macierewicz, były minister obrony narodowej, a także Zbigniew Ziobro, minister sprawiedliwości. Już wtedy była całkiem spora kolejka do gabinetu prezesa. Antoni Macierewicz niczym nie przejmując się zignorował ją i natychmiast ruszył w stronę drzwi. Ludzie patrzyli się na niego z oburzeniem, ale nie odzywali się. Dla Antoniego to szansa na ponowne wybicie się na szczyty partii. Prezes partii na pewno z łaskawością przyjmie jego rady. A sprawa przecież jest poważna. To Volturi jako pierwsi chcieli rozpocząć dyskusję. Zaledwie krok dzielił go od drzwi, gdy drogę zagrodziła mu starsza kobieta
-Muszę widzieć się natychmiast z prezesem Pani Basiu! – zawołał głośno.
Sekretarka prezesa, pani Basia, broniła dostępu do wodza. Była jego wierną sojuszniczką i obrończynią. W sytuacjach gdy Jarosław Kaczyński nie życzył sobie być przez kogoś odwiedzany, to ona po prostu tej osoby nie wpuszczała, choćby był to prezydent Andrzej Duda. -Pan prezes jest obecnie zajęty. Prowadzi bardzo ważną rozmowę telefoniczną i nie wolno mu przeszkadzać – powiedziała surowym tonem.
Antoni poczuł się bardzo mocno urażony. Przecież jest wiceprezesem partii, jedną z najważniejszych osób w kraju!. Pani Basia patrzyła na niego bardzo surowym wzrokiem. Zagrodziła mu ciałem dostęp drzwi. Próbował zrobić delikatny krok, jednak ona wskazała mu koniec kolejki. Popatrzył spod łba na wszystkich obecnych i poszedł tam gdzie mu kazała. Ta zniewaga kiedyś zostanie pomszczona! Kiedyś na pewno powrócą dla niego dobre czasy!
Zbigniew Ziobro oglądał tę sytuację z rozbawieniem. Od dawna uważał, że Antoni już nic nie znaczy w partii, ale wiadomo, że takich rzeczy głośno się w koalicji nie mówi. Jeszcze ktoś by pomyślał, iż spiskuje przeciwko prezesowi. Uważał, że ma bardzo mocną pozycję w przyszłych negocjacjach z Volterem, wszakże jest drugim najważniejszym koalicjantem Prawa i Sprawiedliwości. Teraz mógł pokazać Antoniemu, że zaliczył falstart.
-Antoni, wiesz, że Pani Basia nie pozwala na takie sytuacje – powiedział cicho, ale na tyle głośno by kilka osób go usłyszało – ciekawi mnie natomiast kto tam jest jeszcze – dodał znacznie ciszej.
Macierewicz ledwo słyszał to co Zbigniew mówił do niego. Czuł się poniżony w oczach całego PiSu. Musiał jednak opanować swoją złość. Prezes wymaga poświęceń i on to mu da.
-Myślę, że jest tam Mariusz – Odpowiedział Ziobrze – On zawsze jest przy panu prezesie – dodał z wyraźną zazdrością w głosie.
-No, ale co zaproponowali Volturi?
-Nie wiem. Wszystko jest tajne – w myślał dopowiedział – I tak bym ci Zbysiu nie powiedział gdybym wiedział. Nie ma głupich i ty nie zgarniesz nawet odrobiny tortu.
-Ciekawe co nam zaproponują te…Volturi – Zbigniew nie ukrywał, że nie lubi władców czarodziejów i jego rodziny. Musiał jednak zachować pozory, wszakże jest drugi po prezesie w koalicji.
Obaj stali chwilę w milczeniu. Ich myśli galopowały po różnych scenariuszach politycznych i korzyściach jakie mogą osiągnąć. Zbigniew Ziobro chciał, aby ambasador rodu Volturi wyzbył się swoich prerogatyw i nie interweniował w sprawy wymiaru sprawiedliwości. Chciał mieć wolną rękę od Volteru, a z przebrzydłą Unią Europejską to sobie poradzi. Antoni natomiast chciał, aby ambasador jawnie opowiedział się po jego stronie zamachu w smoleńsku Dalsze ich myśli są już tak absurdalne, iż szkoda nawet na to papieru. Minister sprawiedliwości spojrzał na zegarek. Stoi już tak dobre dziesięć minut, a tutaj wszystko stoi. Ciszę przerwał kolejny gość.
- Dzień dobry Panie Zbigniewie, dzień dobry Panie Antoni – podszedł do nich Patryk Jaki uradowany widokiem swojego zwierzchnika z Solidarnej Polski – mam nadzieję, że obaj panowie mają dobre samopoczucie - ukłonił się lekko ministrowi sprawiedliwości.
-Dziękuję ci Patryku. Jest bardzo dobrze – odpowiedział mu Antoni. Śmieszyła go ta sytuacja. To lizusostwo wobec Ziobry przechodziło wszelkie pojęcie dobrego smaku.
-Mam nadzieję, że u Ciebie też dobrze? – zapytał Zbigniew Ziobro lekceważąc Macierewicza – Jak praca nad reformą polskiego systemu sprawiedliwości? – dopytał retorycznie.
Patryk Jaki usłyszawszy to pytanie od razu podskoczył z radości. Chciał teraz w tym momencie przedstawić wszystkie założenia swojego planu. Reforma dla niego stała się kluczowa dla jego egzystencji politycznej.
-…no i na koniec i najważniejsze – będziemy walczyć o Polskę prawdziwie katolicką, bez tego homolewackiego ścieku. Cieszę, że to ja mogę pomóc panu, Panie Ministrze, chociaż wielu jest ode mnie lepszych , to jednak wybrał Pan mnie do tego zadania.
Antoni nie słuchał większości monologu Jakiego. Było to strasznie nudne i często pozbawione sensu. Zgadzał się, że rodzina jest najważniejsza, ale Polacy już tego nie kupią, ale tylko głupi nie spróbuje wcisnąć kolejnego kitu. Pod koniec „wystąpienia” Patryka Antoni zwrócił uwagę na to co mówi jego „rozmówca”. Z nieukrywanym sarkazmem powiedział mu:
-Masz rację Polska to wolny kraj, kraj Jana Pawła Wielkiego. Zasługuje na nas i nasze rządy.
Tę bezsensowną dyskusję przerwało wejście Jarosława Gowina i premiera Mateusza Morawieckiego. W tym samym momencie Pani Basia otrzymała informacje, że prezes życzy sobie spotkania z kilkoma osobami na osobności.

*

Prezes Jarosław Kaczyński siedział wygodnie w swoim fotelu. Po jego prawie stronie stał Mariusz Błaszczak. Większość obecnych w gabinecie prezesa zazdrościła mu pozycji wiernego lokaja prawdziwego przywódcy kraju. Prezes patrzył na zgromadzonych mlaskając przy tym niemiłosiernie. Najbliżej stali premier Mateusz Morawiecki, Zbigniew Ziobro i Jarosław Gowin. Pani Basi ustawiła Antoniego przy szafkach, ale znacznie dalej od centrum władzy niż by sobie tego życzył. Kaczyński wstał z fotela przywitał się ze wszystkimi. Nie ściskał dłoni każdemu jak to miał w zwyczaju. Czuł się bardzo mocno zmęczony. Opisał odbytą przed chwilą rozmowę z ambasador Rzeczypospolitej w Rzymie. Nakreśliła mu obecną sytuację. Stosunki polsko-volterowskie są w impasie i to mocno szkodzi Polsce. Ambasador Anders wyraziła zaniepokojenie ofensywą dyplomatyczną Ferdynanda Volturi. W szczególności jego ingerencją w wybory ministra magii w Polsce, które miały odbyć się w 2021 roku. Z politycznego punktu widzenia władcy czarodziejów będą w niechcianym przymierzu z Komisją Europejską przeciwko polskiemu rządowi i partii rządzącej.
Zebrani zrozumieli, że sprawa jest bardzo poważna i są wymagane odpowiednie kroki. Prezes zarządził dyskusję. Skinieniem głowy poprosił premiera o zabranie głosu. Mateusz Morawiecki trzymał w ręku teczkę. W tym momencie wyjął z niej plik dokumentów.
- Dzień dobry, ponownie, wszystkim. Nie przedłużając chciałbym zacząć od nakreślenia pewnego schematu działań rodu Volturi w stosunku do Polski. W Polsce mają majątek warty około 15 miliardów złotych. Jest to ziemia, kopalnie minerałów, lasy i poligony wojskowe. Są chronione przez potężne bariery czarodziejskie. Niemcy w czasie drugiej wojny światowej nie byli w stanie zdobyć volterowskich terytoriów. Same stosunku Polski i rodu Volturi mają wielowiekową tradycję. Zwykle mogliśmy liczyć na ich przyjaźń. W 2016 roku Ferdynand Volturi został nowym władcą czarodziejów. Doprowadził on do zmiany priorytetów w polityce zagranicznej miasta-państwa Volter. Co do samego miasta Volter to jest to jedno z najlepiej rozwiniętych miast na świecie. Ta główna posiadłość rodu Volturi ma większe PKB niż cała Unia Europejska i Wielka Brytania razem wzięte. Tak więc Ferdynand Volturi reprezentuje potęgę gospodarczą. Poltyka zagraniczna Ferdynanda Volturi jest wzorowana na Leonidzie Breźniewie, przywódcy ZSRR w laatch 1964-1982.