Bitwa o pastwisko (783)
Bitwa o pastwisko - Pierwsze militarne starcie centaurów i władcy czarodziejów o prawo tych pierwszych do samostanowienia o sobie. Dramat rasy centaurów miał miejsce w dniach 28-30 maja 783 roku, po tym jak ich starszyzna zdecydowała o zniszczeniu ogrodzenia na granicy. Zbudowali je Volturi, aby uchronić czarodziejów poruszających się drogą łączącą dzielnice. Po drugiej stronie drogi znajdowały się bogate w żywność pastwiska. Bez nich centaury nie miały jak wyżywić się i cierpiały na straszny głód. Ich ziemie stały się jałowe przez powstawanie bagien. Lucjusz Volturi dążył za wszelką cenę do zniszczenia jakiejkolwiek niezależności swoich wrogów. Byli nie tylko sojusznikami Lukanosów, ale też nigdy nie uznali jego panowania w stolicy czarodziejów. Sprowadził do Volteru styksów stacjonujących na Bliskim Wschodzie. Do dnia dzisiejszego nie wiadomo ile dokładnie ich było. Centaury tymczasem trenowali walki z czarodziejami czy forsowanie barierek. Problem dla tej drugiej strony polegał, że dysponowali bardzo małymi zapasy żywności. Niedożywione centaury nie mogły odzyskać siły. Lucjusz Volturi w pełni świadomy tej sytuacji wprowadzał kolejne ograniczenia. Na kilka tygodni przed wybuchem walk zakazał transportu czystej wody i żywności. Wprowadził jeszcze ściślejsze kontrole graniczne. Każdy centaur opuszczający swoje terytorium musiał zdawać broń. W razie odmowy nie pozwalano na wkroczenie do pastwiska. Władca czarodziejów, dzięki działalności szpiegów, wiedział o próbie zawarcia jakiegoś sojuszu z Bizancjum. Cesarz Leon IV przypomniał swoim współpracownikom, że obowiązuje konstytucja i za jej złamanie grozi kara śmierci. Volturi również prowadzili agitację na konstantynopolitańskim dworze argumentując, że sprawa Bułgarów jest zdecydowanie ważniejsza dla państwa niż ta centaurów .
Czas działał na niekorzyść centaurów. Pod koniec kwietnia 783 roku w Volterze mogło stacjonować nawet 5 tysięcy styksów. Lucjusz Volturi zlecił swoim szpiegom, aby wywołali wojnę z czarodziejami. Tak też się stało. Na wiecu centaurów padła propozycja zniszczenia ogrodzenia i zebranie potrzebnej żywności. Wygłodniali wyrazili zgodę.
Działania wojenne
[edytuj]28 maja 783
[edytuj]O godzinie 7:30, dnia 28 maja 783 roku, 20 centaurów z ogromnym impetem zniszczyło ogrodzenie na odcinków środkowym. Nikogo wtedy nie było po drugiej stronie. Dzięki temu mogli od razu ruszyć na pastwiska. Do domu wrócili z pełnymi koszami jedzenia. To utwierdziło pozostałych, że należy kontynuować zbierać żywność. Kolejne akcje wykonano przed południem. W trzech grupach, po siedmiu centaurów, przeszli przez wyłom. Prawdopodobnie nikt go nie zauważył, a patroli jakby nie było. Według współczesnych badań historycznych na dwa dni przed wybuchem walk ograniczono wyjścia styksów z posterunków. Z drugiej strony wzmocnił je o nawet tysiąc osób. Centaury naprawdę poczuli, że mogą wreszcie odzyskać dawną siłę. Reglamentowana żywność kończyła się i trzeba było zacząć pilnie działać. Panowała niezwykła euforia. Późnym popołudniem wysłano kolejną grupę na pastwiska. W drodze powrotnej napotkali czarodziejów. Byli wobec nich bezwzględni. Stratowali ich. Ciała czarodziejów wbito na pale zniszczonego płotu. To spowodowało, że volteranie dowiedzieli się o buncie centaurów. Ludzie późnym wieczorem zgromadzili się przy posterunkach styksów z żądaniem eskortowania ich do domów. Lucjusz Volturi nie wypowiedział się w tej kwestii, a przynajmniej oficjalnie. Do naszych czasów przetrwał list do gubernatora Volteru Aleksandra Ptolemejskiego (718-816):
Historycy uważają, że był to bezpośredni rozkaz zabijania centaurów, ale sam władca czarodziejów nie wziął za to odpowiedzialności. W ich ocenie nie wiedział jak faktycznie zareagują na to król Franków Karol Wielki, kalif Al-Mahdi a przede wszystkim dwór w Konstantynopolu. Z jednej strony poselstwa centaurów zostały zlekceważone przez wyżej wspomniany Paryż, Bagdad i Bizancjum, jednakże czym innym było poczucie zagrożenia a czym innym faktyczna eksterminacja. Styksowie zostali bardzo dobrze uzbrojeni. Mieli przy sobie ciężki ząbkowany miecz. Za jego pomocą mogli rozcinać nogi i grzbiety istot. Do ataku z daleka służyły "składane" łuki refleksyjne z grotami działającymi jak "bomba". Nosili na sobie lekką, ale bardzo dobrą zbroję. Aleksander Ptolemejski pozwolił na używanie magii. Samym czarodziejom nie pozwalano używać różdżek przeciwko centaurom. Chciano w ten sposób wzbudzić w nich poczucie lęku. Dobrze wiedziano, że widok pędzącego centaura jest przerażający i człowiek w odruchu chce ociekać. Pierwsza eskorta miała miejsce koło godziny 22. Odprowadziła grupę 70 robotników. Przez całą drogę nie napotkano żadnego centaura. Czarodzieje i tak bali się śmierci. Kurczowo trzymali się eskorty. Dotarli spokojnie do celu a styksowie wrócili do pierwszego posterunku. Gdy byli już niedaleko bramy przed nimi wyskoczył ogromny wojownik centaurów z białą flagą. Miał przekazać informacje Lucjuszowi Volturi list od starszyzny. Nie zdążył go odczytać, ponieważ zostali natychmiast zabity klątwą uśmiercającą. Zawartość listu na wieku została zatopiona w mrokach historii. Był trzymany w zamkniętej szkatule przez ponad tysiąc lat. Dopiero pod koniec XIX wieku zdecydowano go przetłumaczyć na język włoski. Centaury wzywały do poszanowania ich prawa w zamian za to uznają władzę rodu Volturi nad swoją rasą:
Ujawnienie tego listu było przeciwko interesom rodu Volturi. Centaury z biegiem lat odzyskiwałyby siły i istniała szansa, że wraz z Lukanosami mogą odzyskać Volter. Lucjusz Volturi w żaden sposób nie martwił się o reakcję volteran. Mieszkańcy miasta od kilku lat mają negatywne nastawienie do centaurów. Zaczęli uważać ich za głównych hamulcowych w rozwoju Volteru. Przez ponad 30 lat panowania Lucjusz Volturi nie skierował styksów przeciwko czarodziejom, a raczej dbał o ich bezpieczeństwo. Inaczej miała się sytuacja międzynarodowa. Co raz mocniejsze Królestwo Franków zaczęło uważniej patrzeć na sprawy wewnętrzne rodu Volturi. Volterowscy urzędnicy patrzyli nieufnie na Frankijczyków. Interesowali się m.in. właśnie centaurami i wampirami. W chwili wybuchu buntu było kilkudziesięciu „kupców”. Bizantyjska arystokracja chociaż miała związane ręce przez prawo, to nie dokonała wyrzeczenia się swoich kontaktów z centaurami. Lucjusz Volturi pisał do swojego syna kierującego polityką zagraniczną, że nie można dopuścić do sytuacji, w której to dojdzie do porozumienia Franków i Bizantyjczyków w kwestiach magicznych stworzeń. Utajnienie nie tylko treści listu, ale faktu jego istnienia uchroniło władcę czarodziejów przed poważniejszymi komplikacjami.
Jeśli chodzi o podsumowanie pierwszego dnia bitwy, to miała ona charakter wojny nieregularnej. Volturi uzyskali to co bardzo chcieli - strach czarodziejów przed centaurami. Same centaury żywiły nadzieję, że propozycja uznania rodu Volturi przyniesie im chociaż chwilę wytchnienia. Zastrzyk jedzenia ośmielił twardogłowych chcących koniecznie dalej walczyć. To ich zdanie przeważyło i w kolejnym dniu nie tylko ruszali po jedzenie, ale i atakowali posterunki styksów.
29 maja 783
[edytuj]Rankiem 29 maja 783 roku w grodzie centaurów odbyło się spotkanie starszyzny. Dzisiaj znamy jego przebieg, ponieważ przetrwał opis tego wydarzenia. Dostarczyli go szpiedzy zasiadający w niej. Starszyzna dyskutowała co dalej robić. Posłaniec nie wrócił, więc w ich ocenie został wzięty do co najwyżej w niewoli. Bezbronnych centaurów nie wolno było zabijać zgodnie ze starożytnym kodeksem. Zaczęto wymieniać poglądy czy w dalszym ciągu niszczyć ogrodzenie i siłowo zbierać żywność. Znaczna część uważała, że najpierw trzeba zapewnić wszystkim podstawowy byt. Twardogłowym udało się przekonać pozostałych do kontynuowania walki. Oni słusznie uważali, że Lucjusz Volturi nie przepuści okazji do ostatecznego rozprawienia się z centaurami. Należy więc walczyć do ostatniego żołnierza bez względu na cenę tak, aby "bestie" nie mogły ich zniszczyć co do ostatniej włóczni. Historycy dotarli do listu Lucjusza Volturi do wnuka Juliusza Volturi (722-850), w którym pisał: "Nadszedł czas, abyśmy się wzięli porządnie za centaurów. Wybijmy im wszystkie argumenty, a gdy to się stanie, to unicestwimy ich. Służba bezpieczeństwa kierowana przez ciebie musi działać sprawnie i skutecznie, a przede wszystkim bezwzględnie". Zakładano kilka scenariuszy rozwoju sytuacji, jednakże to same centaury wybrały ten idealny dla rodu Volturi. W godzinach porannych, od 3 po 5 styksowie naprawiali wyrwy w ogrodzeniu. Aleksander Ptolemejski zaproponował udział czarodziejskich robotników, jednakże spotkała go ostra odpowiedź ze strony władcy czarodziejów.
W miejscu wyrw przyjechało około 40 żołnierzy. Do ich zadań należało przywrócenie stanu technicznego ogrodzenia sprzed ataku. Na miejscu był obecny również dowódca armii Herakles Apostazy. Podzielił on grupę na trzy podgrupy - pierwsza naprawiała ogrodzenie i składała się z dwunastu osób, druga ochraniała naprawiaczy od strony zarówno centaurów, jak i drogi. Trzecia wykonywała zwiad w głąb terytorium wroga. Płot był drewniany, więc jego odtworzenie nie stanowiło żadnego problemu. To czego już nie dano rady odtworzyć zastępowane deskami z drzewa dębowego. Herakles Anastazy zakaz używania wszelkich narzędzi generujący hałas. Była to grupa, która miała najwięcej do zrobienia w bardzo krótkim czasie. Używanie magii znacznie przyspieszyło naprawę. Druga grupa tylko na drodze zatrzymała grupę pijanych mężczyzn w odległości 400 metrów od placu budowy. W mieście teleportacja dla szeregowych volteran była niemożliwa niemal na terenie całego Volteru. Styksów ten zakaz nie obowiązywał, więc zaproponowali teleportowanie z punktu A do punktu B. Zanotowano dwa podobne przypadki. Trzecia grupa dotarła do granicy pierwszej wioski centaurów. Wydawała się wymarła, jednakże żołnierze musieli zachować szczególną ostrożność. Zameldowali dowódcy armii Volturi, że w bliskich okolicach nie spotkali żadnej istoty. W raportach można wyczytać: "Napotkana wioska wygląda jak opuszczona osada. Centaury mogły jej pilnować a my ich nie zauważyliśmy. Technologia maskowania przeciwników stoi na wyższych poziomie niż nasza. Droga powrotna przebiegła bez problemu."
Obie strony zaczęły drugi dzień konfliktu tak jak uprzedniego dnia - od zniszczenia ogrodzenia. O godzinie 7 rano grupa zwiadowcza centaurów chciała przedostać się na pastwiska i zlokalizować najlepszą jakościowo żywność. Ku im zdziwieniu, a także przerażeniu, zobaczyli odbudowane ogrodzenie. Zdali sobie sprawę, że nie tylko byli tu budowniczowie, ale także przeciwnik wypuścił zwiad na ich terytorium. Zbadali trop, a następnie galopem wrócili do starszyzny. Powiadomili ich o znaleziskach. Starszyzna zdecydowała, że ogrodzenie należy jeszcze raz zniszczyć. Wybrano do tego środkowy odcinek, który w ich ocenie jest najsłabszy, bo znajduje się takiej samej odległości od jednego do drugiego krańca. Pierwsza grupa zwiadowcza sporządziła z grubsza jak przebiega ogrodzenie. Już 40 minut później silna grupa centaurów wyposażona w wielkie młoty roztrzaskała ogrodzenie. Nie było świadków tego wydarzenia, ale huk słyszano nawet na krańcach drogi. Centaury wystawiły straż na wypadek pojawienia się styksów. Pozostali ruszyły na tereny wypasowe. Armia rodu Volturi długo nie zjawiała się do czasu aż nadszedł czas obchodu patrolu. Natychmiast zaalarmowano posterunki styksów o incydencie. Zanim żołnierze dotarli na miejsce centaury wycofały się na swoje terytorium. Lucjusz Volturi nie posiadał się ze złości. W jego ocenie było to gigantyczny przejaw słabości armii. Nakazał podwojenie patroli, a także zwiększył liczebność drużyn. Zasugerowano mu, aby zaatakował bezpośrednio centaurów. Po dosyć ostrej wymianie argumentów zdecydowano ostatecznie o niewkraczaniu na teren wroga bez powodu.
Tymczasem centaury uznały, że ród Volturi pokazał słabość i wszystko robią na pozór. Starszyzna wyznaczyła siedmiu dobrych wojowników wyspecjalizowanych w skrytoatakach. Atak przeprowadzili z wyrwy w ogrodzeniu. Okazało się, iż miejsce to nie jest pilnowane. Styksowie stacjonowali, zgodnie z rozkazem władcy czarodziejów, na posterunku. Centaury skierowali się prosto na niego. Posterunek nie przypominał budowli obronnej. Miał duże okna, które nie ułatwiały obrony, szeroką bramę wjazdową a przede wszystkim zawierał ogromną ilość drewna. Po prostu z zewnątrz to wyglądało na łatwy łup. Centaury wystrzeliły salwę z łuków z zapalonymi końcami. Ku ich zdziwieniu ogień nie rozprzestrzenił się. Posterunek nie wybudowano z drewna. Był to kamień zaczarowany tak, aby wyglądał na materiał łatwopalny. Styksowie odpowiedzieli zaklęciami palącymi. Tarcze wrogów skutecznie pochłaniały je, dlatego zaczęto stosować kombinowane klątwy paląco-wybuchające. W ten sposób niszczono nie tylko tarcze, ale także zbroje centaurów. Atakujących zalał, niepozwalający uciec, grad magicznych pocisków. Stali się więc bardzo łatwym celem. Dowódca posterunku szybko zameldował Heraklesowi Apostazemu o zaistniałej sytuacji. Dowódca armii rodu Volturi nakazał spętać wszystkich i umieścić w areszcie. Zdecydował, że osobiście przesłucha napastników. Styksowie do spętania centaurów użyli klątwy Vinculaeterna. Było to niezwykle rzadkie zaklęcie, ponieważ tylko ten kto go rzucił mógł zdjąć pod jednym warunkiem. W razie gdyby osoba bądź stworzenie dysponowało większą moc niż rzucający klątwę to może ją zerwać kosztem życia twórcy Vinculaeterna. I właśnie jeden z centaurów zdołał uciec, bo przełamał więzy. Herakles Apostazy wpadł w szał gdy tylko dowiedział się o tym. Nakazał spalić zwłoki zmarłego styksa, a dowódca posterunku dostał w twarz, że wysłał słabą jednostkę na tak ważną akcję. Tymczasem kiedy więzień uciekał pozostałych czekało bardzo brutalne przesłuchanie.
Do naszych czasów przetrwało kilka relacji na temat tego przesłuchania. Historycy do dnia dzisiejszego nie mogą uwierzyć w okrucieństwo czarodziejów wobec centaurów. Centaury po tym jak zostały spętany i umieszczone w areszcie nie próbowały uciec. Zgodnie ze starym kodeksem chroniło ich prawo. Społeczność musiała ich wykupić jeśli chciała, aby w specjalnym rytuale zmyli piętno hańby - do tego czasu nie wolno było im nosić żadnego elementu ubioru. Takie centaury miały status równy źrebakom, które chodziły nago. nie mogli tez zapuszczasz włosów, aby pleść warkocz.
Przesłuchania trwały około dwie godziny. Z nich styksowie dowiedzieli się, że centaury wpadli w euforię po pierwszych sukcesach. Należało się, więc spodziewać kolejnych ataków. Atak na posterunek policyjny nie był planowany od początku. Budynek po prostu wyglądał na bardzo słaby konstrukcyjne. Starszyzna niemal natychmiast wysłała odsiecz pojmanym. Posterunek był mocno przygotowany na drugi atak. Tak, więc gdy tylko styksowie zauważyli szarżujących natychmiast użyli klątwy paląco-wybuchające. Centaury wycofali się na swoje macierzyste terytorium. Herakles Apostazy kazał wystawić truchła zakatowanych w trumnach przed posterunek policji. Następnie wywieli zieloną flagą. Oznaczało to, że centaury mogły spokojnie zabrać poległych.
Starszyzna nie mogła uwierzyć w to co zobaczyła. Ich zmarłych pozbawiono wszystkiego, w tym prawa do godnej śmierci. Rodziny zamordowanych wpadły w szał paniki. Żądały zadośćuczynienia w postaci prawa do zaatakowania wszystkich czarodziejów, których znajdą na tej drodze. Większość członków starszyzny nie chciała iść na wojnę ze zwykłymi magami. Natomiast w tej kwestii obywatele ich po prostu nie posłuchali. Żądza nienawiści wzięła górą ponad wszystko. około godziny 17, kiedy to była to pora powrotu robotników do domu, grupa 20 centaurów zaatakowała pierwszych napotkanych ludzi. Wbili się w grupę i stratowali cztery osoby. Kilka osób próbowało walczyć z rozwścieczonymi bestiami, ale to nic nie dało. Oni również zginęli na miejscu. Potem centaury pogalopowały w stronę najmniejszego posterunku styksów. Budynek miał zdecydowanie mniejszą kubaturę niż ten największy. Z impetem wpadli przez bramę do środka. Zabili aż ośmiu styksów. Pozostali w środku zaczęli bitwę. Po około pięciu minutach przybyło stu styksów. Zabili ich z łatwością. Zwłoki wyrzucono na widok publiczny. Czarodzieje na ich widok rozszarpali truchła. To widzieli w oddali centaury, które chciały powstrzymać swoich pobratymców. Teraz już było zdecydowanie za późno na cokolwiek. Czarodzieje pod posterunkiem wznosili hasła wzywające armię rodu Volturi do interwencji zbrojnej na terytorium styksów.
30 maja 783
[edytuj]W trzecim dniu konfliktu można zaobserwować, że obie strony chciały doprowadzić do jak najszybszego zakończenia wojny. Różniło ich przede wszystkim sposób w jaki sposób chcieli to zrobić. Były dwie opcje - rozbicie centaurów i zawarcie pokoju zachowując status quo. Lucjusz Volturi otrzymał, po wczorajszym ataku, to co bardzo chciał - poparcie społeczne dla swoich działań. Centaury chciały zawrzeć pokój za wszelką cenę. Mieli niewielkie straty militarne, ale za to ogromne w tkance społeczeństwa. Dowódca armii rodu Volturi o godzinie 8:30 wyprowadził styksów z posterunków policji i skierował ich w kierunku terenów centaurów. Przy ogrodzeniu stało około tysiąca styksów gotowych do ataku. Centaury gdy tylko zobaczyli z jaka siłą mają do czynienia natychmiast wyrazili gotowość do poddania. Starszyzna oddała się w niewolę, co oznaczało de facto koniec wojny. Centaury nie podejmując walki ograli Volturi. Lucjusz Volturi zezwolił, aby czarodzieje mogli patrzeć na to co się wydarzy. Ze spodziewanej rzezi wrogów świadkowie zobaczyli kapitulację. Atak na nich został w ten sposób wykluczony. Lucjusz Volturi w towarzystwie Heraklesa Apostazego przyjął kapitulację. Strony nie zawarły żadnego traktatu lub innego typu pokoju.
Lucjusz Volturi nakazał styksom powrót do posterunków. Oświadczył na odchodne, że jeszcze raz centaury zrobią coś podobnego to stracą jakiekolwiek prawa do korzystania z "pól żerowych". Rok później konflikt wybuchł na nowo. Tym razem Lucjusz Volturi nie okazał łaski oszczędzając centaurom strasznej rzezi.