Przejdź do zawartości

Smocza ospa

Z Ethenor

Smocza ospa - choroba zakaźna, zwykle atakująca starszych ludzi. We wczesnym stadium jest ona do wyleczenia. W pozostały można jedynie przedłużać życie. Jedynym objawem choroby jest twardnienie skóry, która przypomina łuski smoka, a także kaszel z krwią i żółcią. Maksymalnie można przeżyć z tą choroba 4-5 lat. Nie działają na nią Łzy feniksa.

Według najstarszych przekazów choroba pojawiła się po raz pierwszy wtedy, gdy jeden z czarodziejów wypił zakażoną krew smoka. Nie był to zwykły kontakt z krwią zwierzęcia, lecz świadome spożycie substancji skażonej chorobą, której natura nie była jeszcze rozpoznana. Czarodziej miał wierzyć, że krew smoka wzmocni jego ciało, odporność i długość życia, ale zamiast tego doszło do głębokiego zakażenia organizmu magią smoczą. Choroba nie przemieniła go w smoka ani nie dała mu żadnej trwałej mocy. Zaczęła natomiast powoli upodabniać jego ciało do martwej, chorej imitacji smoczej skóry. Od tego przypadku wywodzono nazwę smoczej ospy, ponieważ najbardziej widocznym objawem stały się twardniejące, łuskowate płaty skóry, przypominające zbroję smoka, ale pozbawione jej prawdziwej siły i elastyczności. Z czasem choroba zaczęła przenosić się między czarodziejami, przede wszystkim przez kontakt z krwią, śliną, żółcią i wydzieliną z pękających zmian skórnych. Uznawano ją za szczególnie podstępną, ponieważ we wczesnym okresie mogła przypominać zwykłe osłabienie, gorączkę albo chorobę płuc, a dopiero później ujawniała swój prawdziwy charakter.

Pierwsze objawy smoczej ospy są stosunkowo niepozorne. Chory odczuwa zmęczenie, suchość w gardle, pieczenie skóry i narastające uczucie gorąca pod naskórkiem. W ciągu kolejnych tygodni pojawiają się drobne, twarde grudki, najczęściej na dłoniach, przedramionach, szyi, karku i wzdłuż kręgosłupa. Zmiany te nie przypominają zwykłej wysypki, ponieważ nie są miękkie ani ropne. Stopniowo twardnieją, ciemnieją i tworzą łuskowate płytki, które z początku można pomylić z grubym zrogowaceniem skóry. Dopiero później stają się szare, zielonkawe, brunatne albo czarne, zależnie od stanu chorego i siły zakażenia. Skóra między płytkami pęka, krwawi i traci naturalną elastyczność. Chory ma trudności z poruszaniem palcami, obracaniem szyi i zginaniem rąk. W cięższych przypadkach łuski tworzą całe pasma, jakby ciało próbowało pokryć się smoczym pancerzem, ale robiło to w sposób chaotyczny, bolesny i wyniszczający. Chorzy często skarżą się wtedy, że czują własną skórę jak zbyt ciasną zbroję, której nie można zdjąć.

Najbardziej charakterystyczny objaw wewnętrzny stanowi kaszel z krwią i żółcią. Początkowo jest suchy i pojawia się głównie rano albo po wysiłku, ale z czasem przechodzi w napady duszności. Krew świadczy o pękaniu drobnych naczyń w gardle i płucach, natomiast żółć wskazuje na głębsze zatrucie organizmu. Chory może mieć gorzki smak w ustach, zielonkawe plamy na języku, ból pod żebrami i uczucie palenia w przełyku. W zaawansowanym stadium kaszel staje się jednym z najbardziej wyniszczających objawów. Człowiek nie tylko traci siły, ale zaczyna bać się każdego oddechu, ponieważ może on wywołać kolejny napad. Niekiedy po silnym kaszlu na ustach chorego zostaje mieszanina ciemnej krwi i żółtej piany. W takich chwilach choroba jest już trudna do ukrycia, a osoba zakażona budzi lęk otoczenia nie tylko przez wygląd skóry, ale także przez dźwięk oddechu, świst w płucach i zapach gorzkiej, chorej wydzieliny.

Smocza ospa atakuje zwykle starszych ludzi, ponieważ ich organizm słabiej radzi sobie z obcą smoczą energią i wolniej odtwarza uszkodzone tkanki. Nie oznacza to jednak, że młodsi czarodzieje są całkowicie bezpieczni. U osób młodych choroba może rozwijać się wolniej albo przez dłuższy czas pozostawać w ukryciu, ale jeśli przekroczy wczesne stadium, również staje się śmiertelnie niebezpieczna. Najważniejsza różnica polega na tym, że starszy organizm szybciej przechodzi od twardnienia skóry do zmian wewnętrznych. U seniorów łuski pojawiają się głębiej, stawy sztywnieją szybciej, a kaszel z krwią i żółcią wcześniej prowadzi do wyczerpania. Chory stopniowo traci apetyt, chudnie, ma trudności ze snem i coraz częściej wybiera bezruch, ponieważ każdy ruch powoduje pękanie skóry. Z czasem ciało zaczyna wyglądać, jakby było częściowo obce człowiekowi: twarz pozostaje ludzka, ale szyja, ręce, plecy i pierś pokrywają się twardą, chorą powłoką. W ostatnich latach życia chorzy często wymagają stałej opieki, natłuszczania skóry, oczyszczania pęknięć, podawania eliksirów przeciwbólowych i zaklęć ułatwiających oddychanie.

Przebieg choroby dzielono zwykle na kilka etapów. W pierwszym stadium smocza ospa jest jeszcze możliwa do wyleczenia, ponieważ zakażenie nie zdążyło trwale połączyć się z głębokimi warstwami ciała. Objawy ograniczają się wtedy do gorączki, pierwszych grudek, bólu skóry, lekkiego kaszlu i osłabienia. W drugim stadium łuski stają się wyraźne, a kaszel zaczyna zawierać krew. Leczenie jest nadal możliwe, ale znacznie trudniejsze, ponieważ trzeba nie tylko zatrzymać chorobę, lecz także odwrócić część uszkodzeń. W trzecim stadium pojawia się żółć, sztywność stawów, pękanie skóry i zatrucie organizmu. Od tego momentu lekarze najczęściej mówią już nie o wyleczeniu, ale o przedłużaniu życia. Czwarty etap jest wyniszczający i nieodwracalny. Chory żyje, ale jego ciało powoli traci zdolność normalnego funkcjonowania. Skóra staje się ciężka, oddech płytki, krew gęstsza, a serce zmuszone do coraz większego wysiłku. Maksymalny czas przeżycia wynosi zwykle cztery do pięciu lat, choć ostatni okres życia bywa tak ciężki, że wielu chorych bardziej obawia się dalszego postępu choroby niż samej śmierci.

Szczególnie niepokojące było to, że smocza ospa nie reagowała na łzy feniksa. Dla wielu czarodziejów był to dowód, że choroba nie jest zwykłym zakażeniem ani prostym uszkodzeniem ciała. Łzy feniksa mogły łagodzić część ran, zmniejszać ból albo chwilowo poprawiać stan chorego, ale nie usuwały źródła choroby. Smocza energia obecna w zakażeniu była zbyt głęboko wrośnięta w organizm i działała jak obcy rozkaz zapisany w skórze, krwi i płucach. Leczenie musiało więc skupiać się na spowolnieniu przemiany, oczyszczeniu wydzielin, ochronie płuc i podtrzymaniu sił chorego. We wczesnym stadium próbowano wypłukiwać zakażenie eliksirami, osłabiać twardnienie skóry maściami i utrzymywać ciało w cieple, ale bez przegrzewania. W późniejszym okresie najważniejsze było już zapobieganie pękaniu łusek, ograniczanie krwotoków, ułatwianie oddychania i ochrona opiekunów przed kontaktem z zakażoną krwią oraz żółcią.

Choroba miała także silny wpływ psychiczny. Człowiek dotknięty smoczą ospą widział, jak jego ciało zmienia się w coś twardego, obcego i coraz mniej ludzkiego. Wstyd związany z wyglądem często prowadził do izolacji, zwłaszcza gdy łuski pojawiały się na twarzy lub dłoniach. Starsi chorzy obawiali się, że rodzina zacznie postrzegać ich nie jako ludzi wymagających opieki, lecz jako źródło zakażenia i ciężar. Napady kaszlu z krwią i żółcią budziły w nich upokorzenie, bo choroba odbierała im kontrolę nad własnym ciałem. W ostatnim stadium wielu pacjentów unikało luster, ukrywało ręce pod tkaniną i prosiło, aby nie wpuszczać do pokoju dzieci. Nie wynikało to wyłącznie z lęku przed zarażeniem, ale też z pragnienia zachowania resztek godności. Smocza ospa była więc chorobą ciała i psychiki jednocześnie: zabijała powoli, ale wcześniej odbierała choremu poczucie, że nadal wygląda, oddycha i porusza się jak dawniej.

Z tego powodu smoczą ospę traktowano jako jedną z najbardziej ponurych chorób zakaźnych świata czarodziejów. Nie była najgwałtowniejsza, ponieważ nie zabijała w ciągu kilku dni, ale jej powolność czyniła ją szczególnie okrutną. Rodzina chorego przez lata obserwowała, jak bliska osoba coraz bardziej twardnieje, kaszle krwią, traci siły i oddala się od normalnego życia. Wczesne rozpoznanie miało więc ogromne znaczenie. Każda nietypowa twarda grudka na skórze, połączona z gorączką i kaszlem, powinna była budzić podejrzenie. Największym błędem było czekanie, aż zmiany same znikną. W przypadku smoczej ospy czas działał na korzyść choroby. Im dłużej zwlekano, tym głębiej zakażenie wchodziło w ciało i tym bardziej człowiek zbliżał się do etapu, w którym można było już tylko przedłużać życie, łagodzić ból i czekać na nieuchronny koniec.